Nowy numer 48/2020 Archiwum

Dzieci(ństwo) utracone

– Urodziłem się 15 lat po… urodzeniu – mówi mieszkaniec Połczyna-Zdroju. Jego historia nie jest tylko opowieścią o przeszłości.

Ze zdaniem, że państwo „musi głosić prawdę o tym, że dziecko jest najcenniejszym skarbem narodu”, trudno się nie zgodzić, szczególnie jeśli komuś bliskie są idee ochrony życia. Podobnie pewnie, np. w kontekście dyskusji nad zasadnością wprowadzenia programu 500 Plus, jego zwolennicy z aplauzem przyjęliby i to stwierdzenie: „Państwo musi skończyć z tchórzliwą i nawet kryminalną obojętnością, z jaką traktowany jest problem udogodnień społecznych dla dużych rodzin, i musi być najwyższym obrońcą tego największego błogosławieństwa, jakim człowiek może być obdarzony”.

Jednak momentalnie mina rzednie, kiedy okazuje się, kto jest autorem tych słów – pochodzą one z dzieła „Mein Kampf” Adolfa Hitlera. Dla przywódcy III Rzeszy dzieci były ważne, pod warunkiem jednak, że spełniały kryteria czystości rasowej i były zdrowe. Dlatego w 1936 roku w nazistowskich Niemczech powstała instytucja o wdzięcznej nazwie „Lebensborn”, czyli „Źródło życia”, za którą odpowiadał sam Heinrich Himmler. Bydgoszcz, Kraków, Łódź, Otwock, Smoszew i Połczyn-Zdrój to miejsca na mapie Polski, wtedy okupowanej lub przyszłej, gdzie to źródło biło.

Temat funkcjonowania specjalnych ośrodków „Lebensborn” nie jest nowy, jednak, choćby w kontekście obchodzonego 15 października Dnia Dziecka Utraconego, warto go przypomnieć. Przewrotność tej zbrodniczej idei wciąż może nam wiele powiedzieć, być może nawet o nas samych, tu i teraz.

Życie na wagę złota?

„Borkowo” – tak nazywa się sanatorium na obrzeżach Połczyna-Zdroju. Dzisiaj to miejsce regeneracji fizycznej i psychicznej, ale do ostatniego dnia wojny mieścił się tam jeden z najbardziej znanych i prężnie działających ośrodków „Lebensborn”. Ich celem było zaludnienie III Rzeszy czystymi rasowo dziećmi. Każde – takie – życie było na wagę złota. Pewnie również dlatego aborcja w Niemczech była wtedy surowo zakazana, a jednocześnie, przez ten sam zbrodniczy reżim, na terenie okupowanej Polski dozwolona bez ograniczeń. Takie wybiórcze pro-life z segregacją w tle.

Z jednej strony „Lebensborny” były więc swoistymi Domami Samotnej Matki, gdzie przyjmowane były ciężarne Niemki, które popadły w życiowe tarapaty. Jakże to szlachetne, prawda? Otaczano je odpowiednią opieką, aby mogły spokojnie urodzić czyste rasowo dziecko i ewentualnie zrzec się go, oddając do adopcji innym rodzicom, którzy wychowaliby je na dobrego nazistę. Wszystko oczywiście po odpowiedniej selekcji.

Dochodziło tam również do kojarzenia par tak, aby starannie wybrany aryjczyk, np. zasłużony esesman, zapłodnił rasową czystą kobietę, a tak poczęte dziecko mogło trafić do wybranej niemieckiej rodziny. Dlatego te ośrodki określało się także mianem „fabryk dzieci” albo „ekskluzywnych domów publicznych”. Wszystko, oczywiście, w służbie demografii i ku chwale ojczyzny.

W końcu jednak czystej niemieckiej krwi zaczęło brakować. Sięgnięto więc po dzieci m.in. polskie, które uznano za „wartościowe rasowo”, pochodzące z gwałtów na polskich robotnicach przymusowych albo posiadające np. odpowiednie cechy anatomiczne. Na tej podstawie odbywał się rabunek polskich dzieci przeznaczonych do zniemczenia. Pochodziły one z sierocińców albo po prostu były odbierane opiekunom.

Jak podaje, na podstawie niemieckich archiwów, prok. Krzysztof Bukowski z delegatury IPN w Koszalinie, w ośrodku w Połczynie-Zdroju germanizacji zostało poddanych co najmniej 183 polskich dzieci (w latach 1943–1945).

Doktor Robert Düker, lekarz w połczyńskim ośrodku, podczas procesu norymberskiego określa ten proceder mianem „działalności humanitarnej”, co pokazuje dobitnie, jak przewrotnie można posługiwać się wzniosłymi hasłami, nadając im zupełnie inny sens. Wszystko to oczywiście w służbie dobra – tylko że wymyślonego przez samego siebie.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama