Nowy numer 29/2021 Archiwum

Patroni pierwszej pomocy

Świętych obcowanie to nie tylko pobożna formułka z pacierza, ale rzeczywistość serc otwartych na Boże działanie. Jeśli wierzysz, korzystaj i daj sobie pomóc.

Franciszkanin na budowie

Andrzej Konieczko bez kozery przyznaje, że przynajmniej połowa zdanych w życiu egzaminów to zasługa św. Józefa z Kupertynu. – Przez to nie mogę uchodzić za eksperta w dziedzinach, w których mam dyplomy, i nie pracuję w zawodzie – przyznaje ze śmiechem. Latający patron studentów „załatwił” mu nie tylko wpisy do indeksu. – Zaciągam u niego dług permanentnie i w każdej dziedzinie. Egzaminów zdawać już nie zamierzam, więc proszę go o pomoc w sytuacjach, kiedy nie bardzo wiem, co powiedzieć. Zwłaszcza w sytuacjach newralgicznych, kiedy od tego, co powiem, będzie dużo zależało. Podsuwał choćby to jedno konkretne zdanie, które zapadało potem mojemu rozmówcy w pamięć. Nie mam wątpliwości, że miał swój udział w tym, że zdobyłem serce mojej żony. Bardzo prosiłem go o pomoc w tej sprawie – opowiada koszalinianin. Swojego drugiego niebieskiego przyjaciela Andrzej zatrudnił na budowie domu. Czcigodny sługa Boży Wenanty Katarzyniec słynie z tego, że pomaga w sprawach finansowych. – Po ludzku całe to przedsięwzięcie byłoby niemożliwe: w czasie pandemii, kryzysu, niepewnej sytuacji na rynku pracy, bez zabezpieczonych środków nawet na stan surowy. Gdybym miał powiedzieć, kto tu jest prawdziwym kierownikiem budowy, to bez wahania wskazałbym na Wenantego. Tak jak jestem pewien, że ten franciszkanin walczy o to, bym mógł zbudować swój dom i w niebie – mówi Andrzej.

Towarzysz Paweł

Dla Mirka Filiczkowskiego przyjaźń ze św. Pawłem to bardziej stała obecność niż cudowne zdarzenia. – Poznaliśmy się z okazji bierzmowania. Choć wybór patrona był bardziej przypadkowy niż celowy. Po prostu: trzeba było wybrać jakieś imię, a Paweł dobrze brzmiało. No i mój najlepszy kolega też ma tak na imię. Ja specjalnie do tego wagi nie przykładałem, ale myślę, że św. Paweł do mnie już tak – przyznaje ze śmiechem. Nie ma wątpliwości, że odtąd Apostoł Narodów dbał, żeby jego życie zmierzało we właściwym kierunku. – Miałem swoją drogę do Damaszku, chociaż w moim wypadku prowadziła ona do Rzymu, na Światowe Dni Młodzieży. Ale dostałem potężny „strzał”, po którym spadły łuski z moich oczu – mówi i opowiada o nie najlepszym towarzystwie, w którym się obracał, ciążącej przeszłości i zdumieniu, jak dużo go z patronem łączy. – Odkrywając św. Pawła, odkrywałem, że święci nie zawsze od początku byli święci. Zdarzali się i tacy zbóje. Można być nawet wrogiem, mieć zatwardziałe serce, a Pan Bóg zrobi wszystko, żeby wyrwać cię z sideł – przyznaje. – Teraz listy Pawłowe są dla mnie drogowskazem. Czytam je cały czas, w różnych sytuacjach. Znajduję tam konkretne odpowiedzi na pytania, które rodzą się, gdy patrzę na świat i Kościół, rozwiązania moich problemów, pomoc w walce ze słabościami. Więc idziemy dalej razem – kiwa głową Mirek.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama