Nowy numer 29/2021 Archiwum

Nocny pociąg

Startuje ze Szczecinka i wiezie Iwonę Sakrajdę do koszalińskiej kaplicy. A stamtąd do modlitw układających się w wiersze. I do Almanachu Poezji Religijnej.

Hm, masz rację…

Jeszcze zanim zasmakowała w poezji, była felietonistką w portalach internetowych: w ewangelizacyjnym „Theofeel” (gdzie w 2016 r. zdobyła pierwsze miejsce w konkursie na felieton), w społeczno-chrześcijańskiem „Gwiazdka Cieszyńska”, a także poetyckim „Poeci polscy.pl”. – To wtedy się zaczęło; jedna z poetek napisała do mnie, zachęcając do dalszej pracy i startowania w konkursach – mówi pani Iwona. – A potem poszło jak lawina. Wykorzystuje te miejsca do promocji myśli chrześcijańskiej. Pisze o tym, co najważniejsze nie tylko dla chrześcijanina, ale człowieka w ogóle. Porusza tematy miłości, marzeń, przemijania, przyjaźni. Niekiedy cytuje katolickich twórców, np. ks. Jana Twardowskiego.

– Nie każdy, kto mnie zna, wie, że ewangelizuję. Jest więc dla mnie cenne, kiedy ktoś znajdzie coś mojego w sieci, przeczyta, rozważy. Szczególnie, kiedy są to osoby nie identyfikujące się z Kościołem, z wiarą. Tym mocniej cieszy, kiedy ktoś taki do mnie napisze: „hm, tutaj masz rację, dałaś mi tym do myślenia” – mówi Iwona Sakrajda. – Głoszenie Pana Boga postrzegam jako swój obowiązek. I to, że jeśli dostało się od Niego talent, to trzeba go rozwijać.

Parasol Maryi

Okiem wnikliwego obserwatora patrzy na rzeczywistość wokół. Także tę związaną z Kościołem. Temu parafialnemu służy jako lektorka, animatorka grup przygotowujących się do bierzmowania, a także jako sekretarz parafialnego zespołu synodalnego. – Po każdym spotkaniu zespołu, kiedy spisuję protokół i porządkuję notatki, mam możliwość wrócić spokojnie do naszych rozmów, opinii, spojrzeć na te dyskusje z boku. Wtedy rodzą się kolejne refleksje. To buduje, że są świeccy zaangażowani w zmiany, w rozwój wspólnoty Kościoła. Nie jest ich może wielu, ale są, obok nas – ocenia parafianka kościoła św. Krzysztofa w Szczecinku.

Jest też propagatorką modlitwy różańcowej, choć długo było jej z nią nie po drodze. – Rozkochana w adoracji, w cichej modlitwie, sakramentach, miałam problem z Różańcem – przyznaje. Co więcej, nawet go nie lubiła, a odmawianie zdrowasiek wręcz męczyło ją fizycznie. W trudnym momencie życia opatrzność Boża postawiła na jej drodze czciciela Matki Bożej Różańcowej. – Wtedy zauroczyłam się Różańcem – wyznaje. – Towarzyszył mi dzień po dniu. Trudne sytuacje bolały coraz mniej, lęk się wypalał. Aż przyszedł czas na Nowennę Pompejańską.

Owoce tej wymagającej zaangażowania ducha i czasu modlitwy przeszły jej oczekiwania. Zanoszone intencje zaczęły się spełniać, a osobisty lęk pękał jak bańka mydlana. I choć nie miała śmiałości prosić o nic dla siebie, dostała więcej niż mogłaby sobie wymarzyć. – Dziś czuję się pod parasolem ochronnym Matki Bożej. Odzyskałam coś, co straciłam pośród trudności: wolność od niepokoju, poczucia bylejakości, słabości. I zachwyt nad codziennością.

Różaniec to kolejny talent, który rozwija. Innych namawia, by nie zaniedbywali własnych. – Piszmy, czytajmy, spacerujmy, fotografujmy. Chociaż kilka minut wymieńmy na skarb, którego nie trzeba poszukiwać – podsumowuje. – To od nas zależy, jakie będzie nasze życie. Może być pustą kartką albo pięknym dziełem.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama