Nowy numer 25/2021 Archiwum

Pożegnanie słupskiej ksieni

Matka M. Hiacynta była filarem i siłą klasztoru. Dbała, by nikt nie odszedł od furty bez pomocy. Troszczyła się nawet o ptaki w ogrodzie. Kiedy już nie mogła opuszczać celi, jeden ze skrzydlatych przyjaciół codziennie przylatywał do jej okna.

Matka M. Hiacynta Płatek przeżyła w klasztorze Sióstr Klarysek od Wieczystej Adoracji w Słupsku 59 lat. Stała na jego czele, z przerwami, przez lat 15, przez 19 była mistrzynią nowicjatu.

Życie nie dla siebie

– Jeżeli chcielibyśmy opisać życie matki Hiacynty i całej tej wspólnoty, której przez tyle lat przewodziła, jeśli chcielibyśmy dowiedzieć się, co było istotą jej życia, to odpowiadają temu słowa apostoła: „Nikt z nas nie żyje dla siebie”. To definicja życia prawdziwego człowieka – mówił bp Edward Dajczak w kościele św. Ottona, w którym klaryska trwała na adoracji Najświętszego Sakramentu przez blisko sześć dekad. – Osoba konsekrowana nie tylko czyni Chrystusa sensem swojego życia, ale stara się sobą odtworzyć Jezusowe życie, które jest życiem nie dla siebie. Siostra, która spędza przez całe życie niezliczoną ilość godzin w bezruchu przed Najświętszym Sakramentem, ma szansę zanurzyć się poprzez łaskę Chrystusa w Jego życiu. Ma szansę uczynić z tego życia drogę stawania się coraz mniej dla siebie. Ta zdolność płynie z Niego – zauważał hierarcha.

Pamiętać o najmniejszych

O tym, że matka M. Hiacynta żyła dla innych, zaświadczają klaryski, którym przewodziła. Z czułością wspominają jej silną osobowość, ogromną wyobraźnię i zmysł organizacyjny. – Była siłą i filarem wspólnoty. Całe nasze życie opierało się na jej doświadczeniu i mądrości życiowej – przyznaje z ciepłym uśmiechem s. M. Koleta.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama