Nowy numer 23/2021 Archiwum

Był do dyspozycji

20 grudnia zmarł o. Tadeusz Kaszowski, zakonnik z parafii pw. Ducha Świętego w Szczecinku – gorliwy współbrat i duszpasterz.

Redemptoryści pracujący w parafii pw. Ducha Świętego w Szczecinku nie spodziewali się tak szybkiego odejścia swojego współbrata o. Tadeusza Kaszowskiego, z którym współpracowali tu przez ostatnich ponad 5 lat. W poniedziałek odczuwał trudności w oddychaniu, a w niedzielę trafił z zapaleniem płuc do szpitala, gdzie tego samego dnia zmarł. Odszedł w 56. roku życia zakonnego i 47. roku kapłaństwa.

Msza św. pogrzebowa odbyła się 23 grudnia w kościele parafialnym, a pochówek na miejscowym cmentarzu w kwaterze redemptorystów. Liturgii przewodniczył bp Krzysztof Włodarczyk, koncelebrowało 12 kapłanów, w tym prowincjał o. Janusz Sok. Wzięło w niej udział także rodzeństwo, bliscy zmarłego, parafianie.

To nie fach

Zapiski rodzinne Kaszowskich, które przywołał w homilii prowincjał, upamiętniły wspomnienia śp. o. Tadeusza. Wyjawia on w nich, że jako mały chłopiec był często zabierany do kościoła, gdzie uważnie obserwował czynności prezbitera. W domu zadawał rodzicom mnóstwo pytań na ten temat, w zabawach naśladował ruchy kapłana i śpiewał „cudaczne” pieśni. Ojciec Sok zwrócił uwagę na drogę Bożego powołania do kapłaństwa, które o. Tadeusz zauważył już we wczesnym dzieciństwie, rozeznał jako swoje i jako uczeń szkoły podstawowej podjął związane z tym decyzje: zgłosił się do juwenatu redemptorystów. Ponieważ juwenat został jednak rozwiązany, wstąpił do Szkoły Rzemiosł Budowlanych w Głogowie, a następnie został przyjęty do nowicjatu w Braniewie.

Ministrantura była jego ulubionym zajęciem. Najpierw dwa razy w tygodniu, a potem codziennie stawał przy ołtarzu, i to zawsze jako pierwszy. – Jednak kapłaństwo to nie fach, którego się można wyuczyć, to nie spełnienie marzeń dziecka, któremu podoba się ministrantura – zauważa o. Janusz Sok. – Owszem, to gdzieś wtedy się zaczyna, ale potem musi rozwijać się pokorna świadomość, że to ja pierwszy mam się nawracać i wierzyć, że Bóg mnie prowadzi na spotkanie z każdym człowiekiem. To nie dzieje się przypadkiem, to Bóg posyła.

Na zakończenie Mszy św. bp Włodarczyk podkreślił znaczenie domu rodzinnego i stworzonego w nim klimatu miłości w kształtowaniu powołania kapłańskiego. A także znaczenie wspólnoty zakonnej i parafialnej, w której może się ono rozwijać. – Dziś gromadzi nas tu osoba o. Tadeusza. Poznaliśmy ślady dobra, które czynił – powiedział biskup. – Wspominamy go i dziękujemy za jego posługę, szczególnie zaś za sprawowanie Mszy św. W tym roku szczególnie przeżywamy prawdę, że Eucharystia daje życie. Ojciec Tadeusz ten pokarm na życie wieczne rozdawał innym i sam się nim karmił.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama