Nowy numer 24/2021 Archiwum

Przyjdźcie z rewizytą

W tym roku to parafianie idą na kolędę do kościoła. Gdzieniegdzie jednak witają duszpasterzy przed swymi domami lub przez internet.

Jak w większości parafii, także w tej pod wezwaniem św. Wojciecha w Koszalinie wierni – w ramach dorocznej kolędy – zaproszeni są do kościoła na Mszę św. sprawowaną w ich intencji, a po niej na nabożeństwo zawierzenia rodzin, a po powrocie do domu – do samodzielnego pokropienia go wodą święconą. To jednak nie to samo co zwykle, kiedy to przez dekady kapłani pukali z kolędą do drzwi. Jak przekonać wiernych do nowej formy? Duszpasterze z „Wojciecha” wpadli na niecodzienny pomysł i w tym celu wcielili się w role Trzech Króli i pastuszków, śląc parafianom do ich domów wierszowane zaproszenie i kolędę. Filmik udostępnili na stronie internetowej parafii i na jej fanpage’u.

W drzwiach i oknie

Parafianie kościoła pw. Wniebowzięcia NMP w Łubowie już podczas wiosennej fali pandemii poznali i dobrze przyjęli formę wędrowania kapłana z błogosławieństwem Najświętszym Sakramentem od domu do domu. Podobnie odbywa się tu wizyta duszpasterska. Uczestnicy wychodzą na zewnątrz budynków odziani w okrycia wierzchnie i w maseczki. Razem z kapłanem modlą się, śpiewają, przyjmują błogosławieństwo i obrazki okolicznościowe, chwilę rozmawiają.

Wielu wystawia stoły nakryte obrusem, ze świeczkami, krzyżem lub przystraja okna religijnymi obrazami. Ci, którzy ze względu na wiek czy stan zdrowia nie mogą powitać kolędników na zewnątrz, stają w oknach, ze wzruszeniem czekając na pojawienie się księdza.

– Do takiego kolędowania zachęcili mnie sami parafianie – mówi proboszcz ks. Piotr Flis. – Teraz, kiedy przeszedłem w ten sposób kilka wiosek, widzę, że jest to dobry pomysł. Satysfakcja jest obustronna. Widać, jak wlewa to nadzieję i odrobinę normalności w te nasze nietypowe czasy.

Nie brakuje też sytuacji wzruszających. – Pewna pani, która nie mogła wyjść przed dom, wszystko przygotowała tak, by przyjąć mnie przy otwartym oknie – relacjonuje kapłan. – Kiedy zobaczyłem obrus przewieszony przez futrynę okna, a w jej dłoniach krzyż i obrazek, których nie miała jak postawić na parapecie… bardzo mnie to poruszyło.

Praktyka pokazuje, jak ważne jest w takiej sytuacji oświetlenie, toteż spotkania kolędowe odbywają się w łubowskiej parafii głównie za dnia. – Nie chcę chodzić wieczorami. Po ciemku trudno ludzi wyprowadzać na zewnątrz, poza tym zwyczajnie brakuje oświetlenia – zauważa proboszcz. – Technicznie widać, że spotkania po zmroku, a zdarzyły się takie, są trudniejsze i w organizacji, i w przeżywaniu.

Padający śnieg sprawia, że wizycie kolędowej towarzyszy dodatkowy zimowy klimat. – Niektórzy parafianie śmieją się, że dawniej chodzili kolędnicy z turem, a teraz my tak wędrujemy. Dzieciakom bardzo się to podoba. No i mają atrakcję, że można porzucać śnieżkami w ministrantów, a niekiedy przez pomyłkę i księdzu się dostanie – śmieje się proboszcz. – Takie mamy tu dodatkowe radości.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama