Nowy numer 9/2021 Archiwum

Siedem supermocy i Matka Boża

Pisze tak, żeby najtrudniejsze sprawy zrozumieli nawet jej wymagający uczniowie. Przekonuje nie tylko dzieci, że wystarczy zaprosić Pana Boga do swojego życia, żeby zaczęła się niesamowita przygoda.

Między pudłami i pudełkami stoją ubrane jeszcze w swoje wstążki roratka i stary krucyfiks, po październikowej służbie odpoczywa drewniany różaniec, a zza drzwi wiekowej szafy zerkają nieśmiało czekające na renowację wół i osioł. – Myślę, że bardzo przeżywają to, że nie trafili w tym roku do szopki – pani Ania westchnieniem dodaje otuchy gipsowym figurkom. Rzeczywiście strych nad zakrystią kościoła św. Jana Chrzciciela aż się prosi, żeby puścić tu wodze fantazji i dać głos jego mieszkańcom.

Pan kościelny

O czym rozmawiają i jak sobie radzą, można przeczytać w najnowszej książce Anny Jóźwik, trzcianeckiej katechetki. – Po tej lekturze człowiek zupełnie inaczej patrzy na używane codziennie sprzęty. Aż się zastanawiam, co następnym razem powie mi trybularz czy klęcznik – śmieje się ks. Zbigniew Cybulski, proboszcz parafii, w której posługują księża saletyni, zamykając za nami drzwi strychu. Gdy wędrujemy przez na wpół zaciemniony kościół, przekonuję się, że także drugoplanowi bohaterowie nie są wytworami wyobraźni autorki. Zaglądający na strych księża i siostry franciszkanki, a nade wszystko trzcianecki pan kościelny to wszystko postacie dobrze znane parafianom.

– Z panem Wacławem razem pracowaliśmy i razem się modliliśmy. A tak najlepiej poznaje się człowieka. Każdą litanię, każde nabożeństwo kościelny pobożnie odmawiał na kolanach. Kochał ten kościół i ludzi, którzy do niego przychodzili – opowiada pani Ania, gdy docieramy do pamiątkowej tablicy wiszącej w kruchcie. Wacław Łukaszewicz swoją służbę pełnił ponad pół wieku. Od 1946 roku, kiedy przyjechał z rodziną do Trzcianki, do zasłużonej emerytury w 2007 roku, choć i wtedy jeszcze przychodził pomagać. – Pan Wacław zmarł przed świętami Bożego Narodzenia. W Wigilię rano był pogrzeb. Mówiliśmy między sobą, że wszyscy szykują się na świąteczną wieczerzę, a on dostał zaproszenie na najpiękniejszą ucztę w niebie. Pochowany jest w dobrym miejscu, niedaleko dzwonka, którym zawsze dzwonił, kiedy trumna wyprowadzana była z kaplicy – opowiada moja przewodniczka, nim dotrzemy do pustej teraz kropielnicy – bohaterki innej z książek pani Ani. Podobnie jak mieszkańcy strychu nad zakrystią i ona prowadzi czytelnika przez rok liturgiczny, kolejne święta i uroczystości. Wyjaśnia, opowiada, tłumaczy. Nie tylko dzieciom, ale i dorosłym, którym pewnie trudniej zapytać. To opowiadania dla każdego, kto nie boi się wody święconej.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama