Nowy numer 23/2021 Archiwum

Kolędowanie nie odchodzi do lamusa

50 „Mizernych cichych” i inne utwory zaprezentowało na wirtualnej scenie w Jezierzycach 250 wykonawców.

Do ostatniej chwili organizatorzy XX Ogólnopolskiego Festiwalu Kolęd i Pastorałek w Jezierzycach mieli nadzieję, że w styczniu uda im się spotkać z wykonawcami na koncercie galowym w kościele parafialnym pw. św. Antoniego Padewskiego. Jednak przedłużenie obostrzeń pandemicznych nie pozostawiło złudzeń – koncert przesunięty na 23 stycznia odwołano, a wyniki ogłoszono online.

Mimo to organizatorzy mają powód do zadowolenia – festiwal nie tylko się odbył, ale cieszył się większym zainteresowaniem niż dotąd. – Forma online znacznie poszerzyła to grono: otrzymaliśmy 250 zgłoszeń – mówi Katarzyna Wołoszyn z Centrum Kultury i Biblioteki Publicznej Gminy Słupsk. – Udało nam się w ten sposób rozpropagować festiwal i zrealizować jeden z jego celów: popularyzację kolęd i pastorałek.

Nowe wyzwania

Jak zauważa przewodnicząca jury prof. Monika Zytke z Akademii Pomorskiej w Słupsku, już same przesłuchania tak dużej liczby uczestników były sporym wysiłkiem, nie mówiąc o dylemacie związanym z wyróżnieniem najlepszych. – Dotyczy to szczególnie solistów, których na wirtualnej scenie stanęło 80, a wyróżnić można było zaledwie 6 – powiedziała, wyrażając żal, że zespoły wokalne i instrumentalne były reprezentowane mniej licznie.

Marzeniem dyrygentki i kompozytorki jest taka formuła festiwalu, w której akompaniament wykonuje żywy zespół, podczas gdy dotąd, zarówno w poprzednich festiwalach w Jezierzycach, jak i z konieczności podczas tegorocznej edycji, dominował podkład emitowany z odtwarzacza. – To odwrócenie ról, gdy wykonawca podąża za taśmą, która na niego nie poczeka. A granie z zespołem uczy współdziałania z instrumentalistami, znalezienia się w akustyce i na scenie, gdzie przecież są zmienne warunki. No i w ogóle sprzyja umuzykalnieniu.

Nadesłane nagrania nie zawierały nieudanych występów, wpadek. Czy to dobrze? Jak ocenia prof. Zytke, festiwal stracił na spontaniczności, która jest nieodłącznym elementem wydarzeń scenicznych. – Zabrakło w tym sprawdzianu, który na scenie weryfikuje wykonawcę mającego do dyspozycji tylko ten jeden konkretny moment na prezentację – wyjaśnia. Wyzwaniem okazało się także oko kamery. – Nawet ci, których znam z dobrego kontaktu ze sceną, bywali spięci, wręcz nie do poznania. To świadczy o tym, jak ważna jest publiczność.

Za to uczestnicy wykazali się nową umiejętnością – chodzi o scenografię. Dotąd stanowił ją świąteczny wystrój wnętrza kościoła w Jezierzycach. Teraz musieli zadbać samodzielnie o tło w swoim nagraniu – rzeczywiste bądź wirtualne – a trzeba zauważyć, że nagrywali występy w okresie przedświątecznym. Dodatkowym wysiłkiem pozamuzycznym było techniczne przygotowanie nagrania, nagłośnienie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama