Nowy numer 37/2021 Archiwum

Mój bliźniak z Ewangelii

W Skrzatuszu odbyły się rekolekcje lectio divina. Z Zacheuszem zapoznał uczestników salwatorianin ks. Krzysztof Wons.

Poprzednie rekolekcje lectio divina, prowadzone przez ks. dr. Krzysztofa Wonsa, cenionego rekolekcjonistę i teologa duchowości, odbyły się w skrzatuskim Domu Pielgrzyma przed dwoma laty. Wielu tamtych słuchaczy także teraz przybyło, by pod jego kierunkiem pogłębiać umiejętność modlitwy słowem Bożym. Tym razem nie wokół Maryi, lecz wokół kontrowersyjnego bohatera Ewangelii – Zacheusza – zgromadziło się od 26 do 28 lutego kilkadziesiąt osób z diecezji i spoza niej, w tym licznie reprezentowane osoby zakonne i przedstawiciele wspólnot.

Być Zacheuszem

Już na wstępie nauk, pod wspólnym tytułem „Ocalony przez Miłosiernego”, wszyscy dowiedzieli się, że sześć konferencji, częsta medytacja Biblii i czas spędzony w pełnym milczeniu mają im pomóc w potraktowaniu Zacheusza jako swojego bliźniaka. Mogli więc poznać publicznego krzywdziciela o wielkich pragnieniach, jego opustoszały dom wypełniony w końcu obecnością Jezusa, religijny tłum bez miłosierdzia.

– Zacheusz czuje się małym człowiekiem, a spojrzenia ludzi przypominają mu jego małostkowość. On jednak nie potrafi uwolnić się od ich spojrzenia i nie umie inaczej patrzeć na siebie – mówił rekolekcjonista i pokazywał, że nawet mały duchowo człowiek, który innych widzi przez pryzmat portfela, może mieć dobre pragnienia, a to już oznacza wkroczenie w życie łaski. – Wspinając się na sykomorę, Zacheusz chce czegoś więcej niż zaspokojenia ciekawości, kim jest Jezus. On pragnie prawdziwego spotkania i czuje się przez to pragnienie pociągany – mówił, przekonując, że wszyscy jesteśmy Zacheuszami.

Ksiądz Wons uczył słuchaczy sposobów czytania Biblii. Na przykładzie drzewa sykomory, czyli zdziczałej figi, prowadził przez lekturę alegoryczną tekstu. – To, co rozgrywa się na scenie, opowiada o tym, co jest głębiej, co ukrywa się pod powierzchnią wydarzeń. To sens duchowy, który powinniśmy odkryć – zachęcał. I wyjaśniał, że Jezus w tej scenie jawi się jako nacinacz sykomor, który spuszczając cierpki sok z owoców, czyni je smacznymi i pożywnymi. – Samo drzewo nie dokona procesu oczyszczenia swoich owoców. Potrzebna jest interwencja z zewnątrz – mówił za Benedyktem XVI o Logosie, który musi naciąć ludzką kulturę i jej owoce, oczyścić ją i dać jej dojrzałość.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama