Nowy numer 15/2021 Archiwum

Między naszym a nie naszym

Mija 100 lat od wyjazdu z Koszalina jednego z najwybitniejszych duszpasterzy tego miasta. Kim był, kim jest i co mają z tym wspólnego Filipińczycy?

Przed wojną dzisiejsza ul. bp. Czesława Domina nazywała się Schulstrasse. Zmieniła się nie tylko jej nazwa, ale niemal wszystko, tak że miejsce to byłoby trudne do poznania, gdyby nie jeden stały element – kościół pw. św. Józefa. Stoi tam już ponad 150 lat. Ta sama neogotycka fasada i ten sam – „wczoraj i dziś” – Jezus Chrystus zapraszają do środka wciąż innych ludzi, którzy akurat z tego miejsca na ziemi spoglądają w niebo.

Piontek czy Piątek?

Kiedy w latach 30. XVI wieku na Pomorzu nastała reformacja, Kościół katolicki z tych ziem praktycznie zniknął. Katolicy zaczęli się tu znów pojawiać w XVIII wieku. Głównie byli to żołnierze stacjonujący w różnych garnizonach, także w Koszalinie. Władze pruskie zezwoliły na pierwszą Mszę katolicką w tym mieście w roku 1778. Odbywały się one sporadycznie, aż do przybycia do miasta w 1851 roku pierwszego stałego duszpasterza ks. Aleksandra Pfeiffera.

W wyniku ruchów migracyjnych liczba katolików w parafii koszalińskiej rosła, osiągając w 1888 roku 789 osób. Byli wśród nich także Polacy, głównie robotnicy sezonowi, ale i żołnierze. W roku 1870 rozpoczęto więc budowę świątyni św. Józefa, w której aż do 1945 roku pracowało kilku niemieckich duszpasterzy. Wśród nich najwybitniejszą postacią był ks. Ferdinand Piontek (ur. 1878), proboszcz koszaliński w latach 1910–1921.

Jego nazwisko brzmi słowiańsko, ponieważ pochodził on z mającej polskie korzenie górnośląskiej rodziny z Głubczyc. Jak podaje ks. prof. Lech Bończa-Bystrzycki w swojej wydanej niedawno książce przypominającej tę postać, w domu Ferdinanda rozmawiało się tylko po polsku. Przyszły koszaliński proboszcz języka niemieckiego uczył się prywatnie. Nazwisko „Piontek” było natomiast zniemczoną formą nazwiska „Piątek”. Wynikało to z obowiązujących w Prusach, w różnych okresach, zakazów używania języka polskiego.

Ksiądz Ferdinand jednak sam zawsze uważał się za Niemca, choć, jak podaje ks. prof. Bończa-Bystrzycki, czytał także polską literaturę, np. „Pana Tadeusza” czy „Krzyżaków”. Polaków, którzy nie mieli wtedy swojego państwa, otaczał opieką duszpasterską w ich ojczystym języku. Między innymi dzięki niemu w koszalińskim kościele pw. św. Józefa już na początku XX wieku rozbrzmiewał od czasu do czasu język polski – dziś wiemy, że w pewnym sensie proroczo. Ksiądz Piontek odprawiał w Koszalinie Msze św. po polsku. W 1911 roku uczestniczyło w nich ponad 300 osób. Duszpasterz ten spowiadał Polaków, odwiedzał chorych w polskich rodzinach, błogosławił małżeństwa, np. w roku 1916 spośród 9 ślubów w parafii, 6 było polskich.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama