Nowy numer 19/2021 Archiwum

Czuła na wołanie swoich dzieci

Największe cuda dzieją się w sercach ludzi, choć o nich nikt głośno nie mówi. Przed ołtarzem złocienieckiego kościoła Mariackiego mieszkańcy miasta od dekady proszą Maryję o opiekę i wypraszają łaski za Jej przyczyną.

Dziesięć lat temu Matka Boża w cudownym wizerunku odnalazła swoje dzieci po wojennej zawierusze. Jak mówią mieszkańcy Złocieńca, wróciła do swoich. I otoczyła uciekających się do Niej płaszczem swojej opieki. – Moi rodzice mieszkali niedaleko Felsztyna, w Samborze. Na pewno znali ten wizerunek jeszcze tam, na Kresach – przyznaje z uśmiechem Adam Kwolik, jeden z braci zewnętrznych – męskiej wspólnoty świeckich działających w parafii księży zmartwychwstańców.

Kilka lat temu, gdy złocieniecka Matka Boża odwiedzała mieszkańców miasta w kopii cudownego wizerunku, był jednym z Jej przybocznych, pomagających, by peregrynacja wśród rodzin przebiegła sprawnie i bezpiecznie. Nie myślał wtedy, że będzie potrzebować cudu. W 2019 r. podczas kontrolnego badania USG usłyszał: ma pan raka. Biopsje potwierdziły najgorsze przypuszczenia – nowotwór złośliwy tarczycy. – Nie wiem dlaczego, ale byłem bardzo spokojny. Złożyłem to wszystko w ręce Matki Bożej – wspomina. Ruszył szturm modlitewny. – Medycyna zrobiła swoje, ale nie mam wątpliwości, że nasza Matka miała w moim powrocie do zdrowia niemały udział – mówi pan Adam z pewnością w głosie. Nie to jednak uważa za największą łaskę wyproszoną za wstawiennictwem Maryi. – To duchowe zdrowie mojej rodziny: żony, córek, zięciów i wnuków. Za ich wiarę najbardziej Bogu dziękuję – dodaje.

Cud dla Patryka

Ksiądz Wiesław Hnatejko, proboszcz złocienieckiej parafii Mariackiej, ma takich historii do opowiedzenia więcej. – Czujemy Jej obecność – przyznaje z uśmiechem złocieniecki zmartwychwstaniec. – W sprawach codziennych, zwykłych, przychodząc po chwilę wytchnienia, przytulenia, otuchy. Albo w sprawach poważnych, kiedy źle się dzieje, kiedy czujemy, że potrzeba Bożej interwencji. Jak dzisiaj, gdy odprawiałem Mszę Świętą za przyczyną naszej Matki Bożej w intencji chłopaka, który w ciężkim stanie trafił do szpitala na oddział covidowy – opowiada duszpasterz, przeglądając odręcznie spisane świadectwa przekonanych o cudownej interwencji Maryi. 5 stycznia 2018 r. pod Złocieńcem doszło do dramatycznego wypadku samochodowego. Młody kierowca zginął na miejscu, jego kuzyn w stanie krytycznym został odwieziony do szpitala. Lekarze nie dawali chłopakowi większych szans na przeżycie. – Modliliśmy się za niego podczas Mszy św. zamawianych i w naszym kościele, i u św. Jadwigi. Młodzi w mieście byli bardzo poruszeni tym, co się stało. Czuli potrzebę jednoczenia się, bycia razem, okazania w jakiś sposób wsparcia. Zaprosiłem ich do kościoła. Klęczeliśmy przed Najświętszym Sakramentem i za przyczyną Matki Bożej wołaliśmy o cud dla Patryka. Było nas tak dużo jak na Pasterce, a skupienie na modlitwie i cisza – jakby nikogo nie było. Modliliśmy się tak z półtorej godziny. Niedługo potem Patryk się obudził, powiedział, że jest głodny. Wracając ze szpitala, sam wszedł po schodach do domu – wspomina kapłan. Przyznaje, ze nie zbiera opinii medycznych. – Może to moje zaniedbanie, ale wydaje mi się ważniejsze to, co dzieje się w ludzkich sercach, i dlatego proszę w takich sytuacjach, żeby ci, którzy mają przekonanie o tym, że Matka Boże zainterweniowała, opisali to tak, jak to przeżyli, poczuli, doświadczyli – tłumaczy. To, co najważniejsze, i tak wymyka się próbom ujęcia w statystki. To nawrócenia, uwolnienia, przebaczenia, spowiedzi po dziesięcioleciach, wyproszone łaski. O wielu z nich nikt nie usłyszy. – To też uratowane małżeństwa, dzieci wracające do Kościoła, lepszy mąż czy żona – kiwa głową ks. Hnatejko.

Matka Boża z pieca chlebowego

Przywędrowała do Złocieńca za swoimi dziećmi z Kresów. Przed wojną obraz Matki Boskiej tulącej do siebie Dzieciątko otoczony był wielkim kultem w bocznym ołtarzu felsztyńskiego kościoła pw. św. Marcina. Powojenne ustalenia sprawiły, że Felsztyn pozostał daleko poza granicami polskimi. W lipcu 1946 r. miejscowy duszpasterz ks. Stanisław Lechowicz otrzymał nakaz opuszczenia parafii i wyjazdu do Polski bez możliwości zabrania czegokolwiek z kościoła. Jak jego parafianie, odchodził z wielkim bólem w sercu. Obraz pozostał w kościele pod opieką prawosławnego duchownego, który obiecał sprawować nad nim pieczę. Jednak mieszkańcy Felsztyna nie z tych, którzy łatwo dają za wygraną. Jeden z nich powrócił i… „uprowadził” Matkę Bożą. – Nie wszyscy o tym wiedzą, bo dowiedzieliśmy się o tym niedawno, ale już wtedy przez 10 lat Maryja była w naszej parafii. Zaraz po wojnie obraz przyjechał do Złocieńca. Był przechowywany w głębokiej tajemnicy u jednej z rodzin w piecu chlebowym, dopiero potem trafił do Wrocanki na Podkarpacie. Dlatego też, kiedy Matkę Bożą witaliśmy w Złocieńcu, mówiliśmy, że przybyła do swoich. Nie opuściła nas, ale jak matka po wojnie nie ustawała w poszukiwaniach, aż nas znalazła – opowiada ks. Wiesław. Mieszkańcy miasta czczą Maryję w tytule Opiekunki Rodzin. Modlą się do Niej specjalną modlitwą, ułożoną przed przybyciem obrazu do miasta. – Przygotowywaliśmy się do tego wydarzenia rekolekcjami adwentowymi i właśnie wtedy zaczęliśmy wołać tymi słowami. Modlitwa bardzo szybko się przyjęła, chociaż jest dość długa. Kiedy przywieźliśmy obraz i wprowadzaliśmy go do świątyni, cały kościół gruchnął tą modlitwą, witając Matkę Bożą – opowiada ks. Hnatejko.

Sanktuarium w sercach

O tym, jak bardzo wpisała się w serca parafian, świadczy to, że można ją usłyszeć nie tylko w kościele. – Niekiedy pływamy z parafianami na kajakach. To takie rodzinne spływy po jeziorach. Podczas jednego z nich na jeziorze pojawiła się fala. Nie jakaś wielka, zagrażająca pływającym, ale wystarczająca, żeby przestraszyć kilkulatka, który płynął kajakiem z rodzicami. Zakołysało nimi i w tej chwili chłopiec zaczął w głos odmawiać właśnie tę modlitwę. To było piękne, bo takie zwyczajne. Pierwsze, co przyszło do głowy dziecku, to zawołać do naszej Mamy – uśmiecha się duszpasterz. Bo czciciele Matki Bożej ze Złocieńca najczęściej nazywają Ją „Mamą”. – Przed mamą zawsze mamy większą śmiałość. Łatwiej przed nią serce otwierać, niezależnie od tego, ile mamy lat. Dlaczego miałoby być inaczej, gdy zwracamy się do Tej, którą Jezus dał nam za Matkę? Ona jest ogniwem, które łączy nas w relacji z Bogiem – tłumaczy. Jak dodaje, stało się to także dlatego, że Matka Boża nie pozwoliła schować się w tronie przepięknego ołtarza, który dla Niej wybudowali parafianie. Przez ponad trzy lata kopia obrazu peregrynowała po złocienieckich rodzinach. Teraz kopie cudownego wizerunku widać tu i ówdzie w oknach kamienic, bloków, domów jednorodzinnych w całym mieście i na wsiach należących do parafii Mariackiej. Mieszkańcy umieścili je tam w ubiegłym roku, na początku pandemii, z wiarą oddając Jej opiece siebie i swoich najbliższych. Nie ukrywają też nadziei, że złocieniecki dom Matki Bożej wkrótce zostanie podniesiony do rangi sanktuarium. – Nie wiem, czy doczekamy się dekretu ustanawiającego sanktuarium. Może nie – uspokaja emocje ks. Wiesław. – Ale jak niedawno usłyszałem w rozmowie: to sanktuarium już od dawna już tu jest – w sercach ludzi – dodaje z uśmiechem. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama