Nowy numer 29/2021 Archiwum

To nie anonimowe liczby. Światowy Dzień Uchodźcy

- Chcę, żeby inni zobaczyli konkretnych ludzi którzy potrzebują pomocy - mówi Monika Czajka. W lipcu rozpoczyna wolontariat w obozie dla uchodźców na greckiej wyspie Lesbos.

Karolina Pawłowska: Zacznę stereotypowo, od pytania, które pewnie pada najczęściej: „nie boisz się?”.

Monika Czajka: Kiedy podjęłam decyzję, wcale nie miałam obaw. Dopiero, kiedy znajomi zaczęli pytać w kółko, czy się boję, to zaczęłam się zastanawiać „a może powinnam”? (śmiech). Porozmawiałam jednak z bp. Krzysztofem Zadarką, który jakiś czas temu był w obozie i uspokoił mnie, że absolutnie nie mam się czego bać.

Jesteś społecznikiem, zmieniasz swoją małą miejscowość, ale skąd myśl o uchodźcach?

Ten temat przewijał się wśród moich znajomych. A potem co chwila do mnie wracał w mediach społecznościowych: informacje o koszmarze podróży, dramatycznych warunkach panujących w obozach, bezradności. Aż trafiłam na ogłoszenie Caritas Polska o naborze do wolontariatu. Dlatego jestem pewna, że to nie mój pomysł, tylko kolejne Boże szaleństwo (śmiech).

Od zainteresowania tematem uchodźców do decyzji: „pakuję się i jadę do piekła Morii”, jak mówi się o obozie, jednak jest kawałek drogi. Pomyślałaś, że nie wystarczy wrzucić kilku złotych do puszki, żeby uspokoić sumienie?

Jadę tam, żeby dowiedzieć się więcej. Nie wystarczają mi medialne doniesienia, najczęściej obciążone sensacyjnym wymiarem. Chcę poznać tych ludzi i dowiedzieć się, dlaczego decydują się zaryzykować własnym życiem podczas drogi, a potem godzą się na życie w obozowych warunkach.

Dla mnie i moich znajomych to zupełnie normalna sprawa, że wyjeżdżamy z kraju, żeby podróżować, czy lepiej zarabiać. Oni nie mogą. Dlaczego? Część z nich to uchodźcy ekonomiczni, którzy chcą znaleźć godne warunki życia. Co w tym dziwnego? My też wyjeżdżamy, żeby pracować za granicą.

Nie mogę zrozumieć, jak my możemy dopuścić, że w obozach są tak straszne warunki, że ludzie żyją gorzej niż zwierzęta.

Według danych 80 mln ludzi, których życie jest stale zagrożone, potrzebuje schronienia w miejscu, które nie jest ich domem…

A my udajemy, że to sprawa, która nas nie dotyczy. I najlepiej zróbmy wszystko, żeby nadal nie dotyczyła. Papież Franciszek mówi, że nam, chrześcijanom, nie wolno na to pozwolić. Dla większości z nas informacja o tym, że zatonął kolejny ponton z uchodźcami, to informacja, która nie wywołuje nawet refleksji. To są anonimowi uchodźcy, liczby, które nas nie dotyczą, bo to dzieje się daleko od naszych granic.

Ale wyobraźmy sobie 150 ciał na plaży w Kołobrzegu…

No właśnie! To by poruszyło opinię publiczną! A kiedy jeszcze uświadomimy sobie, że to są czyjeś matki, ojcowie, bracia, siostry, dzieci, zaczyna coś docierać. Przez konta, które założyliśmy w mediach społecznościowych Poznani_nieznani już kontaktują się z nami ci, którzy są w obozie. I nagle przestaje to być fajna idea: jadę na wolontariat. Piszę z człowiekiem młodszym ode mnie, który opowiada mi o swojej chorej żonie, pokazuje zdjęcia małej córeczki i po prostu staję wobec realnego człowieka potrzebującego pomocy.

Co będziesz robić na Lesbos?

Jedzie nas 11 osób z całej Polski. Wyjazd organizowany jest przez Caritas Polska we współpracy ze Wspólnotą Sant'Egidio. Naszym zadaniem będzie wydawanie żywności. Pomożemy chociaż trochę. Dostaliśmy ostatnio informację, że być może pojawi się możliwość poprowadzenia zajęć z dziećmi. To dla mnie jako dla pedagoga bardzo ważna sprawa.

Wróćmy do strachu. Pandemia przestraszyła nas bardziej niż uchodźcy, więc temat przygasł. Ale obawy to jednak to, co dominuje rozmowy o uchodźcach. Jak uspokajasz swoich znajomych?

Pierwszy argument, który słyszę: ale oni przyjeżdżają z iPhonami! Czytaj: nie jest im tam aż tak źle. No ale my też mamy komórki, zabieramy je wchodząc z domu. Wyjeżdżając za granicę, żeby zbierać truskawki i zarobić, też bierzesz ze sobą komórkę! Ci ludzie żyją w tych samych czasach, co my.

Wykorzystuję doświadczenia z podróży po Europie i wyjazdów do Taize. Rozumiem strach, ale to, o czym słyszymy najczęściej w mediach, to incydenty. Straszne, ale wyjątki. Da mnie najważniejsze jest najpierw zobaczyć człowieka w człowieku. Dopiero później w co wierzy, jaka ma kulturę, co je. Moje kontakty z muzułmanami były pełne szacunku, wzajemnej otwartości. Wiem jednak, jak łatwo ulega się stereotypom. Trzeba się z tego leczyć.

Jadąc na Lesbos nie oczekuję, ze wszyscy zrobią to samo. Wystarczy, jeśli tym wyjazdem uda mi się zmienić myślenie w moim najbliższym otoczeniu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama