Nowy numer 38/2021 Archiwum

Matka cudzoziemka

DSM w Koszalinie zainicjował zbiórkę pieniędzy na opłatę za poród w Polsce dla młodej Ukrainki.

Dom Samotnej Matki „Dar Życia” w Koszalinie świadczy pomoc kobietom w ciąży i po porodzie, które są w trudnej sytuacji życiowej. Zazwyczaj udaje się je wesprzeć – dać dach nad głową, wikt i opierunek, podnieść na duchu, zmotywować do pracy nad sobą, przeszkolić z różnych dziedzin, by po powrocie do swoich środowisk mogły stanąć na nogi i podejmować właściwe decyzje. Niekiedy jednak sprawa okazuje się trudniejsza niż zwykle i pomoc, jaką niesie placówka, jest niewystarczająca. Tak jest w przypadku cudzoziemki Inny, obywatelki Ukrainy, która dwa miesiące temu zgłosiła się do DSM, będąc w zaawansowanej ciąży, lecz bez świadczeń zdrowotnych umożliwiających jej bezpłatny poród w naszym kraju. Sytuacja jest o tyle trudna, że termin wyznaczony jest na początek sierpnia, a pani Inna nie może w tym czasie wrócić do ojczyzny. Oznacza to, że za pobyt w polskim szpitalu lub klinice będzie musiała zapłacić. – Nie mam ubezpieczenia ani żadnych pieniędzy, krewnych w Polsce, mieszkania. Obecnie nie mogę wrócić na Ukrainę, gdzie miałabym darmowe świadczenia – mówi 23-latka. – Chłopak, którego tu poznałam, nie chce mi pomóc, choć wie, że noszę jego dziecko, na początku nawet dobrze to przyjął. Teraz już nie pyta o nic, nie pomaga. Na poród w Polsce muszę uzbierać dużo pieniędzy. Zostałam sama. Bardzo się boję.

Zamiast kawy

Prognozowane koszty porodu pani Inny przekraczają również możliwości Domu Samotnej Matki, będącego placówką Caritas. Z pomocą ruszyły jej więc mieszkanki placówki, które poruszył los ich współlokatorki. Zrodził się pomysł, by zorganizować zbiórkę poprzez jeden z serwisów internetowych. Choć akcja pt. „Poród Inny” była pomysłem mieszkanek, formalnie jej organizatorem jest DSM. – To lepsze rozwiązanie, bo wiele osób zna nasz dom i docenia nasze działania. To szansa dla pani Inny, że przyciągniemy w ten sposób więcej darczyńców – wyjaśnia s. Barbara Wilkowska z DSM. – Limit zbiórki to 15 tys. zł i mamy nadzieję, że uda nam się go osiągnąć. Zachęcamy wszystkich do udziału, przy czym nawet małe kwoty, jak choćby równowartość filiżanki kawy, mają znaczenie. Warto sobie takiej przyjemności odmówić i zrobić coś naprawdę dobrego. Pieniądze będą przeznaczone na sam poród, a także – jeśli będzie nadwyżka – na pierwsze miesiące po porodzie, kiedy młoda mama nie będzie mogła podjąć pracy zarobkowej. Zresztą to, jak pani Inna ułoży sobie najbliższe miesiące i lata, stoi pod znakiem zapytania. Jedno jest pewne: jest zdeterminowana, by pozostać w Polsce i tu pracować. – Myślę, że to się uda, że jakoś sobie poradzę – mówi Ukrainka.

Legalnie, ale…

Mieszka w Polsce od ponad dwóch lat, przyjechała tu do pracy. Poznała chłopaka, Polaka. – Zakochałam się, wiązałam z nim nadzieje na utworzenie rodziny i własnego domu, jak mi obiecywał. Poczęło się nam dziecko – opowiada łamaną polszczyzną. – Bardzo szybko okazało się, że ojciec dziecka jest osobą uzależnioną od narkotyków i alkoholu. Stosował wobec mnie przemoc. Musiałam się bronić i szukać pomocy. Nie mogłam z nim zostać. Pani Inna przebywa w Polsce legalnie, posiada numer PESEL, oczekuje na przyznanie karty pobytu w naszym kraju. Przez ostatnie dwa lata pracowała w Polsce w hotelach, w szpitalu oraz w sieci sklepów meblowych. Chce samodzielnie się utrzymywać, jednak obecnie jest bez pracy, a fakt zaawansowanej ciąży komplikuje szansę legalnego zatrudnienia. Bez ubezpieczenia nie może korzystać z bezpłatnej opieki zdrowotnej. Kiedy zgłosiła się do Domu Samotnej Matki, a była już prawie w siódmym miesiącu ciąży, miała za sobą dopiero jedną wizytę ginekologiczną. Co więcej, obecnie nie ma też możliwości wykupienia prywatnego ubezpieczenia na okoliczność porodu (choć na inne okoliczności zdrowotne – owszem). Starania o uzyskanie ubezpieczenia trwają, ale choć istnieją jakieś szanse, nie ma pewności, czy przyniosą pożądany rezultat, a zegar tyka. – To zmusza nas do poszukania odpowiedniego szpitala lub kliniki, w którym poród pani Inny będzie mógł się odbyć. W najbliższej nam placówce potrzebna jest kwota 9 tys. zł za dwie doby, ale końcowy rachunek zależy od przebiegu porodu i liczby wykonanych usług medycznych. Ostateczna kwota trudna jest do przewidzenia, słyszałyśmy nawet o 80 tys. zł, które ktoś w podobnej sytuacji musiał zapłacić – martwi się s. Barbara.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama