Nowy numer 38/2021 Archiwum

„W lesie” nie zawsze znaczy „z tyłu”

Tak z pewnością można powiedzieć o harcerstwie. – Ono jest dla młodych ocaleniem – mówi komendant lipcowego obozu ZHR.

Tym razem obóz drużyn koszalińskiego Szczepu „Sztorm” trwał 3 tygodnie. Wcześniej – nawet i miesiąc. – To jest zawsze za krótko. Dopiero po paru dniach przestaje dzieciom przeszkadzać szum świata zewnętrznego – mówi ks. Łukasz Gąsiorowski, dyrektor Wydziału Duszpasterskiego koszalińskiej kurii, na obozie podharcmistrz i komendant zgrupowania, a przede wszystkim po prostu druh.

Jak zaznacza, harcerstwo jest dla młodych wielką szansą. Dzieci na obozie zdobywają umiejętności manualne w różnych dziedzinach, nawet np. w kaletnictwie czy szyciu. Uczą się tzw. pionierki, posługiwania się mapą, obserwują przyrodę –  także przez mikroskop, malują, rzeźbią, grają na instrumentach czy biorą udział w grach terenowych. Oprócz tego obóz harcerski daje dzieciom prawdziwą lekcję dyscypliny, porządku, koleżeństwa i odpowiedzialności za innych. – Dzięki temu harcerze umieją więcej niż ich rówieśnicy – tłumaczy ks. Łukasz.

– Kiedy rozmawiam z rodzicami, często mówią, że w harcerstwie ich dziecko otrzymało to, czego bardzo potrzebowało. Myślę, że jest to nawet jakieś ocalenie przed tym, co złe w świecie. Harcerstwo jest bowiem pójściem pod prąd, daje inne spojrzenie na rzeczywistość. Choćby to, że prawo harcerskie zabrania palenia papierosów czy spożywania alkoholu, kształtuje dobre postawy, które procentują w dorosłym życiu – mówi duszpasterz.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama