Nowy numer 25/2022 Archiwum

Gdy drobne rzeczy są cudami

Katarzyna i Michał Polakowie nie dzielą życia na religijne i zawodowe. Z pasją podchodzą do wszystkiego. A pomaga im w tym... taniec.

Dwie dekady wspólnego życia to niemało, jednak Katarzyna i Michał przyznają: wciąż wiele ich różni. Ona ma ścisły umysł – lubi planować wydatki i uczyć rachunkowości studentów Politechniki Koszalińskiej, ceni sobie też udział w Stowarzyszeniu Księgowych. Choć jest domatorem, Michałowi nie brakuje hobby, są wśród nich: literatura science fiction, muzyka, filatelistyka i jazda na rowerze. A przede wszystkim historia, którą zainspirował go ojciec prof. Bogusław Polak, poprzednik syna na stanowisku dziekana Wydziału Nauk Humanistycznego PK. Tę pasję pan Michał realizuje także w Stowarzyszeniu im. Marszałka Józefa Piłsudskiego

. Są pasje, które państwo Polakowie dzielą wspólnie. Biorą lekcje tańca towarzyskiego, razem z córkami układają imponujące konstrukcje z klocków Lego. Mają też pasje duchowe, które pielęgnują w szerszym gronie – parafii i rodzin szensztackich.

– Te wszystkie pasje są połączone, nie dzielimy ich na zawodowe i religijne. Nauczyliśmy się tak żyć, by jedno drugiego nie wykluczało, przeciwnie – by te dziedziny dopełniały się. I to się udaje. To nasza recepta na życie: przeżywać to wszystko jako spójną rzeczywistość – tłumaczy K. Polak.

Jednak nie zawsze tak było. O to, by po dekadzie małżeńskiego życia mieć wspólne zainteresowania, musieli się postarać. Wybór padł na taniec.

Pożyteczne tango

Zapisali się do szkoły tańca, bo na dużych imprezach nie mieli śmiałości wyjść na parkiet. – A przede wszystkim dlatego, że w pewnym momencie małżeństwa zobaczyliśmy, iż zaczynamy się od siebie oddalać. Zaczęliśmy więc szukać sposobu, by spędzać czas wspólnie – tłumaczą zainteresowanie tańcem amatorskim. Lekcje zmuszają ich, by inne sprawy czy gorszy humor odłożyć na bok i być tylko ze sobą. Na parkiecie potrafią się dopasować i – jak z biegiem czasu się przekonali – z nikim innym nie doświadczają takiego zgrania. Od 10 lat dwa razy w tygodniu pojawiają się w obuwiu o miękkiej podeszwie na parkiecie szkoły, czasem wyjeżdżają na dłuższe warsztaty. Fascynacja tangiem pomogła im zrozumieć, na czym polega słuchanie siebie nawzajem. No i była to świetna podbudowa do innych tańców. – Ale nie tylko, bo także do umiejętności słuchania siebie w codziennym życiu – zauważa pani Katarzyna.

Co nie znaczy, że ćwiczenie kroków ulubionych tańców latynoamerykańskich, jive’a, fokstrota, walca czy pasodoble przychodzi im łatwo. Przeciwnie – państwo Polakowie szybko się przekonali, że tańcem można się porządnie zmęczyć, a nawet nabawić zakwasów. – Przygodę tę zaczęliśmy jako dorośli. To dość późno, wciąż czujemy się nie dość elastyczni, zdarza się, że ciało nie chce ułożyć się zgodnie z poleceniem nauczyciela – opowiada pani Katarzyna, a jej mąż przyznaje ze śmiechem: – Czasem na lekcji uświadamiam sobie, że w którymś miejscu mam mięsień. To uczy pokory, zresztą jak i to, że nie mamy sylwetek profesjonalnych tancerzy. Ale wiemy, czemu tańczymy, i mamy do tego dystans.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama