Nowy numer 39/2022 Archiwum

Teatr w Akcji

Choć znaczna część z nich jest już na emeryturze, werwy i animuszu mógłby im pozazdrościć niejeden nastolatek. Nie brakuje im także odwagi, by łapać wiatr w żagle życia.

Najpierw Złotą Rybkę słychać, choć podobno ryby głosu nie mają. Te z Ustronia Morskiego – przeciwnie – śpiewają pełną piersią. Teraz akurat o rudych rydzach, ale w repertuarze ludowym czują się równie dobrze.

Gdy kończy się próba, część śpiewaków zostaje, żeby porozmawiać o teatrze. Składy Złotej Rybki, Teatru Go-Q oraz parafialnej Akcji Katolickiej mieszają się i przenikają. Tak zwykle bywa w niedużych społecznościach, gdy znajdą się ludzie gotowi zamieniać swoją kreatywność w działanie.

– Leży nam na sercu, żeby pomiędzy ośrodkiem kultury a parafią tworzyć przestrzeń kulturotwórczą, w której znajdzie się miejsce na realizowanie rozmaitych talentów. Większość Złotej Rybki to również aktorzy, część z nas jest w Akcji Katolickiej lub wspiera jej działania. A na scenę udało nam się wyciągnąć nawet naszego rozśpiewanego proboszcza ks. Arka Oslisloka – wyjaśnia z uśmiechem Zofia Majewska, stojąca na czele parafialnego oddziału AK.

Zróbmy to!

U pani Zosi najpierw była poezja, potem teatr. – Poezja to chyba za wielkie słowo, po prostu od czasu do czasu chodzi za mną coś i dręczy tak długo, aż nie przeleję tych myśli na papier. Dopiero wtedy się uspokajam – śmieje się. – Zawsze lubiłam teatr, ale jakoś się nie składało. W szkole trochę się bałam, potem nie bardzo był czas, bo przy sześciorgu dzieci zajęć w domu nie brakuje. Kiedy gromadka podrosła, mogłam zająć się rozwojem własnych talentów. Tym bardziej gdy nadarzyła się okazja, bo sąsiad wydał tomik poezji – opowiada. Z wierszami Krzysztofa Taudula przyszła do Gminnego Ośrodka Kultury i zapytała instruktor teatralną, czy nie zrobiliby wieczorku poetyckiego. – Powiedziałam, że nie przepadam za tego typu wydarzeniami, ale gdybyśmy zrobili spektakl poetycki, to już co innego – wspomina Barbara Sroka. Od 10 lat, teraz już na emeryturze, trzyma mocno stery Teatru Go-Q. Go – wiadomo – od Gminnego Ośrodka, pod którego skrzydłami działają, ale skąd wzięło się Q? –To znak jakości, przyznawany temu, co odznacza się ponadprzeciętnym standardem – wyjaśniają bez fałszywej skromności aktorzy.

– Bawię się w teatr od 45 lat, bez niego już nie umiem funkcjonować. Kiedy nie mogłam działać państwowo, wciągnęłam w granie całą rodzinę i założyliśmy teatr rodzinny – opowiada pani Basia. Gdy zakochała się w kołobrzeskich widokach i postanowiła porzucić stolicę, osiadając na stałe nad morzem, zajęła się pracą teatralną z dziećmi i młodzieżą z Ustronia Morskiego. – Równolegle z pomysłem zrobienia spektaklu poetyckiego pojawiła się idea wystawienia przedstawienia, w którym zagrają pracownicy Gminnego Ośrodka Kultury. Scenariusz początkowo zakładał obecność pięciu osób na scenie. Obsada szybko jednak powiększyła się o kolejnych aktorów, nie tylko pracowników placówki, ale i jej przyjaciół – opowiada. Zespół teatralny skompletować niełatwo w dużym mieście, tymczasem w małym Ustroniu Morskim nie brakuje ani aktorów, ani autorów. Mając do dyspozycji ludzi utalentowanych, z dystansem do siebie i społecznikowskim zacięciem, trudno byłoby nie skorzystać z takiej okazji. Postanowili: zrobimy teatr. U nas to ewenement, w okolicy ze świecą szukać podobnych zespołów, ale w Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych takich grup jest mnóstwo.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy