Nowy numer 39/2022 Archiwum

Sprawy ważne i ważniejsze

Mieli zbierać pieniądze na remont zabytkowych organów. W ostatniej chwili zmienili zdanie. Razem z mieszkańcami malutkich Łęg fundusze dla chorej dziewczynki zbierał biskup bydgoski.

Mieszkańcy parafii w Redle mają spore doświadczenie w organizowaniu akcji charytatywnych. Prowadzili zbiórki dla chorych dzieci nie tylko z terenu swojej parafii, zbierali fundusze dla poszkodowanych pożarem, a ostatnio – dla szukających wśród nich schronienia uchodźców z ogarniętej wojną Ukrainy. Choć wspólnota jest niewielka, nie brakuje w niej chęci niesienia pomocy. – Parafianie z otwartymi sercami i oczami to największy skarb – przyznaje ks. Rajmund Tessmer, proboszcz parafii w Redle, której filią są Łęgi. To za nich dziękował Bogu podczas Eucharystii sprawowanej w miejscowym kościele z okazji 35-lecia kapłaństwa i ćwierćwiecza posługi w parafii. Ich gotowość do niesienia pomocy innym wzrusza go nawet bardziej niż medal, który z tej okazji otrzymał. Podobne wyróżnienia otrzymali również świętujący z nim koledzy kursowi, wśród których jest bp Krzysztof Włodarczyk, od niedawna ordynariusz diecezji bydgoskiej.

Dla Mai

Po dziękczynnej Eucharystii razem z rocznikowymi kolegami biskup wziął udział w festynie organizowanym przez miejscową społeczność. Jego beneficjentką jest niespełna pięcioletnia Maja Dąbrowska z pobliskiego Toporzyka. Dziewczynka cierpi na złośliwy nowotwór neuroblastoma najwyższego, IV stopnia, z przerzutami do szpiku kostnego i kości. Obecnie w Hiszpanii czeka na decyzję lekarzy o tym, jaką terapię zastosują w walce z chorobą. O Mai parafianie z Redła usłyszeli kilka lat temu, gdy rodzice dziewczynki po raz pierwszy poprosili o pomoc w zbiórce funduszy na leczenie. – Zorganizowaliśmy akcję i z tym, co zebraliśmy, pojechaliśmy do Toporzyka. Okazało się, że potrzebna kwota już została zgromadzona, więc rodzice Mai zdecydowali, żeby nasze pieniądze trafiły do innego dziecka, któremu pomagaliśmy – do Kajtka – opowiada ks. Tessmer. Wydawało się wtedy, że terapia, którą zastosowano, była skuteczna, a Maja wróciła do pełnego zdrowia. Tymczasem dwa lata później choroba wróciła i rodzice dziewczynki znów stanęli przed koszmarem braku środków na ratowanie życia dziecka.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy