Nowy numer 40/2022 Archiwum

Nasza kaszubska Jasna Góra

Z Miastka wyruszyła XXI Piesza Pielgrzymka Kaszubska do sanktuarium w Sianowie.

Pięć dni spędzili na pątniczym szlaku czciciele Matki Bożej Królowej Kaszub czczonej w sanktuarium w Sianowie koło Kartuz. To nie tylko mieszkańcy Miastka, ale też Koszalina, Kołobrzegu, Piaszczyny i Krakowa. Po Mszy św. sprawowanej rankiem 13 lipca w kościele Mariackim w Miastku pod przewodnictwem ks. Jerzego Bąka (proboszcza sąsiedniej parafii pw. Miłosierdzia Bożego), ok. 20 pielgrzymów wyszło w kierunku Kartuz. Kolejni, w tym ks. Tadeusz Kanthak, opiekun duchowy pielgrzymki, dołączyli do grupy w późniejszym czasie.

Organizatorem pielgrzymki jest miastecki oddział Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. – Wędrujemy na odpust, który jest na Kaszubach wielkim wydarzeniem i odbywa się zawsze w niedzielę po 16 lipca, czyli wspomnieniu Matki Bożej Szkaplerznej – wyjaśnia Henryk Telesiński, prezes miasteckiego oddziału zrzeszenia, który od początku jest współorganizatorem pielgrzymki. Jak zaznacza, połowa mieszkańców Miastka – nawet jeśli nie każdy z nich czuje się Kaszubą – ma domieszkę kaszubskiej krwi, dlatego tradycję miasteckiego pielgrzymowania warto podtrzymywać. I to tym bardziej, że pokolenie pielgrzymów starzeje się, a młodzi nie są zainteresowani tą formą duchowości i tradycji. – A przecież sanktuarium Królowej Kaszub to taka nasza tutejsza Jasna Góra. Osobiście przeżywam każde wejście do Sianowa jak do Pani Częstochowskiej – wyznaje H. Telesiński.

Plaster i przytulenie

Tym, którym doskwierają trudy pątniczego szlaku, pomaga Stefania Paruzel, która po raz 20. bierze udział w pielgrzymce: masuje nogi, zaopatruje rany i pęcherze, a nawet przytula, gdy ktoś się załamuje pod wpływem zmęczenia. – Ta pielgrzymka jest dla mnie modlitwą. Wyłączam się z życia codziennego i mam tylko ten cel: dotrzeć do celu i pomóc w tym innym – mówi i dodaje, że chodzi też o wsparcie duchowe, bo niesie wiele powierzonych jej intencji.

Pana Leszka, który w 2005 roku dołączył do pielgrzymiego grona, skłoniły do tego życiowe perypetie. – Zauważyłem w pewnym momencie, że przestrzeń, którą wcześniej poświęcałem na życie religijne, zapełniłem innymi sprawami: szkołą, pracą, wojskiem. Do tego doszły różne życiowe zawirowania. W tym zagubieniu zacząłem szukać rozwiązania – mówi. Kierunek podpowiedziała mu wiara. – I Pan Bóg mi wtedy pomógł. Chciałem się więc za to odwdzięczyć, dać świadectwo, że On faktycznie działa.

Po latach pan Leszek z łezką w oku wspomina pierwsze miasteckie pielgrzymki, które go mocno duchowo poruszały. Chciałby przeżyć i teraz coś podobnego, ale zajmując się organizacją pielgrzymki, daje się ponieść rutynie i trudniej mu doświadczyć Bożej obecności. – A chodzi o to, by nie szukać gwiazdorstwa, ale robić wszystko na chwałę Pana. Na szczęście mam świadomość, że jestem w drodze – mówi i dodaje, że wewnętrznego skupienia poszuka w grupie pokutnej podczas sierpniowej pielgrzymki na Jasną Górę.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy