Nowy numer 48/2022 Archiwum

Baz żadnego „ale”

W kaplicy borneńskiego klasztoru swoje „tak” na wieczność powiedziała Jezusowi s. Agnieszka Teresa od Maryi – Miłującej Obecności.

Do Karmelu przyprowadziła ją św. Teresa od Jezusa i… koleżanka, dzięki której trafiła na prowadzone przez karmelitów dni skupienia. W ten sposób z Opola, przez Wrocław, gdzie studiowała i formowała się najpierw w duszpasterstwie akademickim, potem we wspólnocie „Droga”, trafiła do malutkiego klasztoru w Bornem Sulinowie. Po blisko dziewięciu latach od przekroczenia progów borneńskiego Karmelu złożyła profesję wieczystą. Przyrzekała zachowanie czystości, ubóstwa i posłuszeństwa, wierność konstytucji zgromadzenia oraz oddanie życia na służbę ludu Bożego. Na ceremonię ślubów wieczystych składają się: leżenie krzyżem, przywołanie wstawiennictwa wszystkich świętych, podpisanie złożonej na ołtarzu formuły ślubów, modlitwa konsekracji, zasłonięcie twarzy czarnym welonem na znak śmierci dla świata, a później ozdobienie głowy wiankiem ze świeżych kwiatów.

Eucharystii z obrzędem ślubów wieczystych przewodniczył bp Edward Dajczak. – Za chwilę siostra odda siebie Jezusowi na zawsze, bez żadnego „ale”. To słowo, które staje się zagrożeniem również dla tych, którzy mówią o sobie, że są ludźmi wiary. Jest w nas taka dziwna mentalność, że nieustannie pragniemy kompromisu; wypowiadamy słowa, które nie zawsze są na serio. Malutkie słówko „ale” to nasz największy wróg – mówił w homilii, przywołując Maryję jako wzór podążania za wolą Bożą.

W Eucharystii zakonnicy towarzyszyli bliscy: mama i siostry oraz najmłodsi członkowie licznej rodziny. Dla wszystkich był to niezwykle wzruszający moment. – Nie byłam w stanie powstrzymać łez, ale nie były to łzy smutku! To wzruszenie, które nie wynika z poczucia straty, lecz z radości i ważności dokonanej decyzji − przyznaje Magda Matras, siostra bliźniaczka mniszki z Bornego Sulinowa. – Pierwsze miesiące, a może nawet lata były trudne, bo zmieniła się nasza codzienność. Nie mogłam po prostu chwycić za telefon i poskarżyć się, poradzić czy podzielić się radością z moją siostrą. To bardzo duża zmiana. Musiałyśmy przeformułować naszą relację i nauczyć się nowych form kontaktu. Ale od pierwszego spotkania w Bornem Sulinowie czułyśmy, że nie tracimy naszej siostry, ale zyskujemy kolejne – dodaje.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy