Nowy numer 48/2022 Archiwum

Dla orędownika

Własnoręcznie wykonany różaniec to dar kępiczanina za uratowanie syna z wypadku.

Edward Żyła, od niedawna mieszkaniec Kępic, deklaruje: − Składam go jako wotum św. Józefowi za wiele łask Bożych i uratowanie syna z bardzo ciężkiego wypadku samochodowego oraz szybki powrót do zdrowia.

Dziesięć poprzednich lat wzrastał duchowo pod okiem tego patrona jako parafianin sanktuarium św. Józefa Oblubieńca w Słupsku oraz członek bractwa jego imienia. Pan Edward wiedział więc, do kogo się zwrócić, gdy jego dorosły syn uległ poważnemu wypadkowi komunikacyjnemu i trafił do szpitala.

– Każdą środę poświęcałem św. Józefowi, uczestniczyłem w nabożeństwie i godzinkach ku jego czci. To był mój zwyczaj – wyjaśnia. – Teraz, w nowej parafii, gdzie nie odbywają się nabożeństwa do św. Józefa, uczestniczę w nabożeństwie do Matki Bożej. Nie rezygnuję jednak z zawierzenia się św. Józefowi, staram się łączyć jedno i drugie – zapewnia pan Edward. Jak dodaje, z parafianina sanktuarium św. Józefa stał się pielgrzymem do tej słupskiej świątyni.

Urszula i Edward Żyłowie nie mają wątpliwości, komu zawdzięczają uratowanie życia i zdrowia syna, który tragicznego dnia podczas spaceru z psem wbiegł na jezdnię za swoim pupilem i wówczas potracił go autobus. Siła uderzenia była tak duża, że mężczyzna wyleciał na wysokość trzech metrów i rozbił przednią szybę pojazdu. Pani Urszula wśród licznych obrażeń syna wymienia pęknięcie podstawy czaszki, obrzęk mózgu, krwiaki, złamania, uszkodzenia narządów wewnętrznych. – Lekarze dziwili się błyskawicznemu powrotowi do zdrowia. Mówili, że po takich wypadkach ludzie albo wcale nie dochodzą do zdrowia, albo trafiają na wózek inwalidzki. My wiemy, że stał się wielki cud – przekonuje z wiarą.

Jednym z następstw wypadku była utrata sprawności w mówieniu. Rodzice byli bardzo przejęci. – Syn prowadzi firmę, szkoli osoby obsługujące maszyny budowlane. Obawialiśmy się o jego przyszłość. Błyskawicznie zorganizowaliśmy szturm modlitewny do nieba – wspomina pan Edward. Bardzo pomógł mu wtedy kapłan z Kępic. – Powiedział mi: „Wierz, że syn z tego wyjdzie”. Odpowiedziałem mu: „Wierzę, bo św. Józef zawsze pomaga”. Już trzy tygodnie po wypadku syn był tak sprawny, że jeździł na motorze.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy