Nowy numer 38/2022 Archiwum

Chcą iść i iść

Spod Manowa po niespełna miesiącu wyruszyła druga w tym roku Karawana Bożego Miłosierdzia.

Mszą św. sprawowaną rano 10 sierpnia w kaplicy Domu Miłosierdzia Bożego w Koszalinie rozpoczęła się szósta edycja akcji ewangelizacyjnej Karawana Bożego Miłosierdzia, a zarazem wyjątkowa – druga w sezonie letnim, rozpoczęta niespełna miesiąc po poprzedniej.

Tym razem w akcji bierze udział 11 osób – Bracia Miłosiernego Pana, Siostry Miłosiernego Pana i cztery osoby świeckie. Wyruszyli z miejsca, w którym karawana zakończyła się w lipcu – Kościernicy opodal Manowa. Dojechali tam samochodami.

Grupie przewodzi br. Józef. – Cieszymy się, że w tej drodze Karawany możemy w prosty sposób głosić Pana Jezusa – powiedział. Brat uważa, że różnorodne i liczne akcje rozwijają ewangelizatorów. – Nabywamy doświadczenia, nawet w prostych rzeczach: co zrobić inaczej, z czego się wycofać, kiedy warto zostać gdzieś na dłużej. To znaki, których rozpoznawania się uczymy – stwierdził.

– Te 10 dni trwania karawany mimo zmęczenia służą ewangelizatorom i oni chętnie chcą, jak mówią, iść i iść – zapewnia ks. Radosław Siwiński, dyrektor Domu Miłosierdzia Bożego i pomysłodawca akcji. – To ich rozwija i to na każdym poziomie: tym ludzkim, poprzez poznawanie siebie, przełamywanie własnych słabości, kontakt z innymi. Od strony ewangelicznej doświadczają wezwania, by pójść i głosić Chrystusa, nie mając niczego, uczyć się ufności Bogu.

Ważnym przeżyciem lipcowej karawany była dla s. Marty bliskość Matki Bożej, która poprowadziła misjonarzy do miejsc, gdzie spotykali Ją w różnych wizerunkach. Brata Tymoteusza ujęła zaś Boża Opatrzność. – Doświadczaliśmy tego poprzez różne sytuacje, słowo Boże, zwłaszcza kiedy otwieraliśmy je, modląc się za napotkane osoby. Wiele osób doświadczało wówczas głębokiego poruszenia, zdarzały się nawrócenia po latach – powiedział brat. – To nas skłania, żeby angażować się powtórnie w tę akcję.

Misjonarzom po raz drugi towarzyszy osioł Olaf. Zwierzę działa jak magnes, przyciąga ludzi. – Kiedy wchodzimy do wioski, dzieci biegną, widząc osiołka. Również dorośli podchodzą do zwierzęcia, chcą go dotknąć, pogłaskać. To okazja, by się zapoznać, przełamać pierwsze lody – mówi br. Eliasz, opiekun zwierzęcia.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy