GN 39/2022 Archiwum

Korony ze światła

– To my ich potrzebujemy. Chcemy pokazać, że Ona jest królową naszych serc, naszej duszy, naszych emocji, nieba i ziemi. Ona sama wie, kim jest – mówi gdański artysta.

Korony są inne niż poprzednie – znacznie lżejsze i jakby bardziej dopasowane. Powstały w Gdańsku w pracowni Mariusza Drapikowskiego. Ich głównym budulcem jest bursztyn. Jednak nowym skrzatuskim koronom trzeba bardziej się przyjrzeć, żeby zrozumieć, że ich autorstwo i surowiec nie są tak oczywiste.

Kamienie i kwiaty

Trudno nie zauważyć połyskujących w świetle błękitnych szafirów i czerwonych rubinów. Zostały użyte nieprzypadkowo. Pozwalają bezbłędnie odróżnić korony Matki i Syna. – Błękitne kamienie umieściliśmy w koronie Maryi. Ten kolor Jej przynależy – wyjaśnia Mariusz Drapikowski. – Czerwień to barwa królewska, ale też mówi o cierpieniu – dodaje artysta, uzasadniając obecność rubinów w koronie Chrystusa.

Na pierwszy plan wybijają się jednak bursztynowe lilie. Są to lilie andegaweńskie, jakie można zauważyć m.in. na płaszczu ikony jasnogórskiej. – Ona jest mi szczególnie bliska. Chcieliśmy w ten sposób pokazać naszego polskiego ducha. Stąd także wybór bursztynu, który mocno kojarzy się z naszym krajem – tłumaczy gdańszczanin.

Oprócz tego w koronie Maryi został umieszczony kamień z betlejemskiej Groty Narodzenia, natomiast w koronie Chrystusa – z bazyliki Grobu Pańskiego. Na cierniach oplatających ozdoby widoczne są też kwiaty. – Te korony zakwitły. Chcieliśmy w ten sposób podkreślić naszą wiarę w zmartwychwstanie – mówi Mariusz Drapikowski.

Jubileusz... bursztynowy

Niektórzy mówią, że obchodzi się taki po 44 latach. Diecezja natomiast świętuje 50-lecie. Jednak bursztyn, z którego wykonano jubileuszowe korony, zanim się na nich znalazł, przeleżał w ziemi ponad 40 mln lat.

To dlatego obchodzony jubileusz jest w pewnym sensie bursztynowy. Jantar ze skrzatuskich koron przypomina bowiem o perspektywie, którą nawet trudno uchwycić ludzką wyobraźnią. Bo czym jest pięć dekad wobec 40 mln lat?

Stąd pomysł, aby wrześniowa „koronacja” nie była tylko niewiele znaczącą w historii świata uroczystą chwilą, w której na skrzatuskiej piecie zostaną umieszczone kolejne korony, o których za jakiś czas, a już na pewno za 40 mln lat, nikt nie będzie pamiętał. Mariusz Drapikowski w tym kontekście podkreśla organiczne pochodzenie surowca, jakim jest bursztyn: – Cząstka życia sprzed 40 mln lat przetrwała do dzisiaj i została przez nas wykorzystana.

Czy po jubileuszu coś przetrwa? I wcale nie chodzi tu o czas mierzony nawet w milionach lat, ale o wieczność. Dlatego „surowcem” użytym przy tworzeniu koron stały się czyny miłości zaproponowane w duchowym programie koronacji. Czy program udało się zrealizować? Może lepiej zapytać, czy się uda, bo sprawa jest wciąż otwarta i można ją rozpatrywać w kategorii szansy.

Przypomina o tym inna właściwość bursztynu. – Korony miały być lżejsze, sprawiające wrażenie jakby niematerialnych. Skoro tak, to powinny być zbudowane... ze światła – mówi Mariusz Drapikowski, odnosząc się do jantarowego budulca. Jego przeźroczystość, sprawia, że jest on jakby wypełniony światłem, przywołuje tytuł Matka Naszej Nadziei, którym m.in. nazywana jest Skrzatuska Pani.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy