Nowy numer 5/2023 Archiwum

Stabilny trójnóg

Ćwierć wieku pomagają potrzebującym w Wałczu w ramach parafialnej Caritas. Dziś to już wiekowe seniorki, ale wciąż rwą się do pomocy.

Spotykają się w domu parafialnym kościoła św. Antoniego w Wałczu, czasem w salce, w piwnicznym magazynie, w kościele. Stoją z puszkami na ulicach i w marketach, odwiedzają ubogich i potencjalnych darczyńców. Wolontariuszki Parafialnego Zespołu Caritas posunęły się przez to ćwierćwiecze w latach – średnia wieku przekracza obecnie 70 lat. Najstarsza – pani Irena – ma 89 lat. Inne niewiele mniej, są tu: 87-latka, 84-latka, 82-latka, 81-latka, 73-latka. Teresa Dąbrowska, obecna prezes PZC, ma 72 lata, a najmłodsza – pani Bożenka – 58 i czuje się tu jak młodzież.

W historii zespołu są czasy, gdy i średnia wieku była niższa i liczba członków większa – nawet ponad 50 osób. Jednak Elżbieta Lewandowska, księgowa PZC, która wszystkie liczby ma w małym paluszku, twierdzi: obecna grupa jest silna. Tworzy ją 15 kobiet i jeden mężczyzna – pan Jarosław, którego krzepa jest w wielu sytuacjach (szczególnie w transporcie darów) nieoceniona.

Puste lodówki mobilizują

Teresa Dąbrowska dołączyła do Caritas działającej w tej kapucyńskiej parafii w 1997 r., kiedy grupa się kształtowała. Okoliczności życiowe skłoniły ją po dwóch latach do opuszczenia intensywnie działającego wolontariatu, jednak z zamiarem powrotu, gdy sprawy osobiste się ułożą. I wróciła – po dekadzie – już na dobre.

– Pomaganie drugiemu człowiekowi daje mi siłę – wyjaśnia. A że miała talent do usprawnienia działań Caritas, a do tego tryskała energią i pomysłami, toteż podjęła funkcję szefowej – jak nazywają ją koleżanki. Wciąż nie traci zapału. Nawet pandemia tylko na krótko zastopowała działanie zespołu.

– Nie mogłyśmy tak całkowicie przestać działać, dostawałyśmy sygnały od ludzi, że mają puste lodówki. Trzeba było pomóc, tym bardziej że miałyśmy żywność. Początkowo robiłam to właściwie sama, pojedynczo, bo... proszę popatrzeć na moje dziewczyny – pani Teresa z uśmiechem wskazuje na wianuszek starszych pań.

3,6 miliona

Zazwyczaj widzi się, że ktoś z torbami pełnymi żywności wychodzi z punktu Caritas. Jednak wysiłku włożonego w tę zazwyczaj cichą, ukrytą pracę nie widać. To stałe dyżury, sortowanie produktów, wywiady środowiskowe, typowanie beneficjentów różnych projektów (jak np. Szlachetna Paczka, karty przedpłacone, stypendia Caritas), realizowanie statutowych celów organizacji, docieranie do ludzi potrzebujących pomocy i klasyfikacja ich potrzeb, a także już całkiem niewidoczna księgowość, prowadzona oddzielnie dla różnych programów.

Elżbieta Lewandowska księguje działalność PZC od 1999 roku. To dzięki niej wiadomo, ile wymiernego dobra wypracował zespół. W ciągu ćwierćwiecza PZC uzyskał ponad 3,6 mln zł przychodu. I poniósł tyle samo wydatków, z czego w ostatniej pięciolatce ponad 1 mln zł – wylicza skrupulatnie pani Elżbieta.

Pieniądze potrzebne są także na autorskie akcje wałeckiej Caritas: wyjazdy wakacyjne i rekolekcyjne dla dzieci z parafii, paczki z okazji świąt i Dnia Dziecka, festyny w ogrodach kapucyńskich. – Nasze dzieci nie mają szans na zdobycie nagród w miejskich imprezach. A u nas każde zdobywało nagrodę, i nie tylko to, które najszybciej zjadło arbuza na czas – śmieje się prezeska.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy