Nowy numer 5/2023 Archiwum

Nawet w najmniejszym kościele

Tego wieczoru mieszkańcy niedużych Zimowisk otworzyli drzwi swojej świątyni dla wyjątkowego gościa. – Już wiemy, jak czuła się Elżbieta, gdy do jej domu przyszła Maryja – mówią wzruszeni.

Matka Boża do Zimowisk nie przybyła wprawdzie z pośpiechem, jak w Ewangelii, ale za to pięknie oświetlonym samochodem. Będzie nim przez najbliższe trzy lata odwiedzać wszystkie kościoły diecezji. Także te filialne, w malutkich miejscowościach, których mieszkańcom trudno niekiedy wybrać się do Skrzatusza.

− I będzie pukać do ich serc – nie ma wątpliwości ks. Marek Mackiw, proboszcz parafii Najświętszego Zbawiciela w Ustce, od której rozpoczęła się ta niezwykła peregrynacja cudownej Piety ze Skrzatusza.

Rewizyta

Z usteckiej filii do skrzatuskiego sanktuarium na drugim końcu diecezji jest 200 km. Sporo, biorąc pod uwagę, że znaczna część parafian z Zimowisk to osoby starsze. Części z nich pielgrzymowanie uniemożliwiają wiek, choroba albo po prostu odległość. – Sporo z nich nie pojedzie do Skrzatusza, bo za daleko, więc nigdy nie mieliby możliwości spojrzeć Matuchnie w oczy. A jeśli Ona będzie tak blisko, coś się w nich poruszy, coś zmieni? – zastanawia się Maria Dukat, z niecierpliwością wypatrując przyjazdu gościa. Ona w Skrzatuszu była nieraz, ale bardzo cieszy się z tej maryjnej rewizyty. – Wielka radość, wielkie wzruszenie, ale i duże zaskoczenie, że przyjeżdża do nas, do takiego malutkiego kościółka – kiwa głową. O czym będzie rozmawiać z Maryją? Na głos wypowiedzieć się nie da. Więcej pewnie powie, kiedy na kolanach będzie przez długie minuty szeptać Matce Bożej o wszystkich sprawach, problemach i troskach, z którymi przyszła, żeby prosić o Jej wstawiennictwo.

Nie na baczność

O wizycie wyjątkowego gościa dowiedzieli się kilka dni wcześniej. Nie spodziewali się, że to od ich parafii rozpocznie się to bezprecedensowe w dziejach diecezji wydarzenie. I że ich wiekowy kościół w Zimowiskach będzie miał w tym swój udział. Czasu na przygotowanie nie było dużo. – Ale nikt nie stanął na baczność. Raczej padliśmy na kolana, bo serca się poruszyły – uśmiecha się Ryszard Jarzębski. Jak wiadomo, męskie serca są niezmiernie podatne na wzruszenia, choć panom zwykle niełatwo dzielić się tym, co przeżywają. – Matka Boska jest z nami zawsze. Ale ważne jest, że w tym szczególnym znaku skrzatuskiej Piety gromadzi nas razem, że czujemy się wspólnotą – dodaje.

Pana Andrzeja szczególnie dotyka wymodlony dla Piety ze Skrzatusza tytuł, który wyprosili diecezjanie: Matka Miłości Zranionej i naszej Nadziei. – Dzisiaj tak się tę miłość poniewiera w świecie, nic nie znaczy. A Matka Boża pokazuje nam, dokąd, do Kogo iść, żeby prawdziwie kochać. A to wlewa w nasze serca nadzieję, że świat może być lepszy, że my też możemy być lepsi – zamyśla się Andrzej Gałat. Za chwilę to on powita Pietę w progach zimowiskowego kościoła.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy