Dlatego koszalinianka znów pojechała do Indii – pomagać ludziom, których pokochała.
Nie są to łatwe wyjazdy. Już sama podróż wyczerpuje fizycznie. A po niej – nie pluskanie się w oceanie, tylko dzielenie losu ubogich i zepchniętych na margines w ośrodku dla trędowatych i w slumsach.
A jednak więź nawiązana dwie dekady temu, gdy koszalinianka Hanna Grzybowska podjęła adopcję serca wobec chłopca z rodziny dotkniętej trądem, by finansowo pomóc mu w rozpoczęciu nauki i zdobyciu zawodu, nie daje o sobie zapomnieć, choć to już nie kilkuletni Dhaneshwar – to już dorosły mężczyzna, 25-latek. Przez lata towarzyszyła mu we wzrastaniu, dojrzewaniu, podejmowaniu decyzji – poprzez wymianę listów, spotkania online i twarzą w twarz, zarówno w jego ojczyźnie, jak i w Polsce. Ale nie tylko adoptowany sercem syn i jego rodzina przyciągają koszaliniankę na azjatycki kontynent. To już całe mnóstwo osób, które podczas wizyt w Indiach poznała, z czego tegoroczna byłą siódmą z kolei. To ludzie, którzy dorastają i starzeją się, ale ich trudny los się nie zmienia lub zmienia niewiele. Ona szuka więc sposobów, by im pomóc, a przede wszystkim z nimi być.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł