Wciąż jest wiele do zrobienia w sprawie osób ze spektrum autyzmu. W koszalińskim spotkaniu poświęconym tej tematyce wzięło udział ponad 300 osób.
W auli Politechniki Koszalińskiej przy ul. Kwiatkowskiego w Koszalinie odbyło się 2. Środkowopomorskie Forum Bliżej Spektrum. To spotkanie dotyczące problematyki autyzmu, tym razem w kontekście rynku pracy, zorganizowała Fundacja „Zdążyć z Miłością”. Do współpracy, oprócz politechniki, koszalińska organizacja zaprosiła Miejską i Powiatową Poradnię Psychologiczno-Pedagogiczną, Centrum Edukacji Nauczycieli oraz Urząd Miejski w Koszalinie.
Małgorzata Kaweńska-Ślęzak, prezef Fundacji "Zdążyć z Miłością", głównego organizatora wydarzenia.
ks. Wojciech Parfianowicz /Foto Gość
Zainteresowanie wydarzeniem było spore. W kilkugodzinnym bloku, w sobotę 29 listopada wzięło udział ponad 300 osób ‒ specjalistów, terapeutów, wykładowców, studentów, osób ze spektrum i ich bliskich. Oprócz wykładów, uczestnicy wzięli udział w 3 panelach dyskusyjnych: „Kształcenie kompetencji społeczno-zawodowych osób ze spektrum autyzmu”, „Wsparcie zatrudniania osób ze spektrum autyzmu – perspektywa pracodawcy i pracownika”, „Osoby neuroróżnorodne na rynku pracy”.
Skąd wziął się pomysł na takie wydarzenia w Koszalinie? ‒ Gdy zaczęliśmy tworzyć Zakład Aktywności Zawodowej, pojawiły się u nas osoby ze spektrum. W kontakcie z nimi zauważyliśmy, jak wciąż wiele trzeba dla nich zrobić w wymiarze społecznym, choćby w kwestii podejścia do nich i rozumienia ich. Przecież takie osoby powinny normalnie się rozwijać, kształcić, szukać pracy ‒ mówi Małgorzata Kaweńska-Ślęzak, prezes Fundacji „Zdążyć z Miłością”. ‒ Wszystkim nam potrzeba otwartości na to, że ktoś jest trochę inny ‒ dodaje koszalińska działaczka społeczna.
Jeden z paneli moderowała rektor Politechniki Koszalińskiej prof. Danuta Zawadzka.
ks. Wojciech Parfianowicz /Foto Gość
Osoby ze spektrum są np. także wśród studentów Politechniki Koszalińskiej i wielu wyższych uczelni w Polsce. Stąd uczestniczką jednego z paneli była dr Lucyna Maksymowicz z Katedry Pedagogiki Wydziału Humanistycznego PK, która wskazywała na problemy, z którymi takie osoby muszą się borykać.
‒ Powinniśmy z pokorą zacząć od zmiany naszych zachowań. Nie tyle chodzi o wprowadzanie nowych regulacji, ale o zaakceptowanie tego, że osób ze spektrum autyzmu będzie niedługo nawet do 2 proc. wszystkich studentów ‒ mówi specjalistka, podkreślając, że ze względu na niewłaściwe traktowanie, takie osoby dzisiaj w większości w ogóle się nie ujawniają. ‒ Mamy niedobrą manierę oceniania drugiego człowieka. To powoduje, że osoba ze spektrum nie chce być w ten sposób sklasyfikowana i w związku z tym stereotypowo postrzegana. A przecież studenci ze spektrum to są osoby normalnie myślące, uczące się, ale mając swoje problemy, potrzebują w tym względzie wsparcia ‒ mówi dr Lucyna Maksymowicz.
Gościem spotkania była także Sylwia Kowalska z Fundacji „Autism Team”, prywatnie mama autystycznego dziecka. ‒ Norma jest pojęciem ideologicznym. Każdy z nas jest piękny i neuroróżnorodny. Wystarczy stworzyć przestrzeń i możliwości do tego, aby dostrzec w człowieku dobro i zasoby. My natomiast ulegamy mitom i stereotypom. Boimy się tego, co nieznane, dlatego tak ważne jest podnoszenie poziomu świadomości w temacie neuroróżnorodności ‒ podkreśla Sylwia Kowalska. ‒ Oczywiście mamy prawo nie wiedzieć, ale już nie mamy prawa nie zapytać. Bądźmy odważni, pytajmy, zgłaszajmy się do organizacji. Nie doprowadzajmy do sytuacji, w której będziemy unieważniać człowieka, albo sprowadzać go do kryterium diagnozy ‒ dodaje przedstawicielka Fundacji „Autism Team” w kontekście obecności osób ze spektrum na rynku pracy czy na uczelniach.
Wszystkie konferencje były dostępne dla osób niesłyszących.
ks. Wojciech Parfianowicz /Foto Gość
Sylwia Kowalska zwraca też uwagę na problem akceptacji siebie wśród samych osób ze spektrum: ‒ Akceptacja ta jest procesem. Trzeba tu człowiekowi stworzyć odpowiednią do akceptacji przestrzeń. Mówmy językiem opartym na zasobach. Nie chodzi o malowanie trawy na zielono, ale o danie fundamentu do rozpoznania w sobie mocnych stron pomagających funkcjonować w świecie. Dlatego zachęcam, aby podejść do diagnozy, bo taka diagnoza może stać się ulgą. Ona nie jest końcem świata, ale pokazuje, jakie są w tej sytuacji drogi.
Wspominając swoją reakcję na orzeczenie dotyczące własnego dziecka, które dzisiaj ma już 19 lat, Sylwia Kowalska zwraca się do innych rodziców borykających się z tym problemem. ‒ Byłam przerażona. Przez 2 tygodnie nie mogłam wstać z łóżka. To jest normalne. Mamy prawo do emocji. Najtrudniejsza była samotność w procesie diagnostycznym. Zabrakło mi też systemowego wsparcia. Weszłam w sprint terapeutyczny, nie wiedząc, że tak naprawdę to jest maraton i siły trzeba odpowiednio rozłożyć. Na to przecież nie ma lekarstwa, ale można z tym żyć świadomie. Mi pomogli najbliżsi oraz wiara. Jestem przekonana, że wszystko dzieje się po coś. W tej chwili mogę to powiedzieć z pełną odpowiedzialnością. Zachęcam, żeby nie działać w pojedynkę. Dzisiaj są grupy wsparcia, instytucje, fundacje. Wiele się w tym względzie poprawiło ‒ mówi Sylwia Kowalska.