Ponad 20 chłopców wzięło udział w zimowych rekolekcjach w koszalińskim seminarium duchownym. – To miejsce jest naprawdę super – mówi jeden z uczestników.
Rekolekcje w czasie ferii zimowych w seminarium mają wieloletnią tradycję. ‒ Sam, kiedy jeszcze nie byłem księdzem, przyjeżdżałem na nie – przyznaje ks. Piotr Skiba, ojciec duchowny, odpowiedzialny za tegoroczną edycję.
‒ Dajemy w ten sposób młodym ludziom okazję do pogłębienia wiary. Chcemy też tworzyć środowisko między nimi. Niektórzy już dobrze się znają, czekają na te wydarzenia, żeby móc się spotkać. Pytają, czy ten i tamten też będzie. Zawsze też pojawiają się nowe osoby i dobrze się ze sobą czują – dodaje ks. Skiba.
Nie są to stricte rekolekcje powołaniowe, choć niektórzy uczestnicy nie kryją, że przyjazd do seminarium jest dla nich okazją, żeby poznać to miejsce także pod tym kątem. – Coraz częściej chodzi mi to po głowie – mówi jeden z uczestników w odpowiedzi na pytanie, czy w ogóle rozważał kiedyś możliwość, że mógłby zostać księdzem.
Co jeszcze przyciąga młodych ludzi do spędzenia zimowego weekendu w seminarium?
‒ Przyjechałem tu, ponieważ zależy mi na złapaniu kontaktów z rówieśnikami, którzy też są wierzący. To jest dla mnie ważne, szczególnie wtedy, kiedy ogarnia mnie zwątpienie, a wiem, że znam kogoś, kto żyje na co dzień tym samym ‒ mówi Kuba Chojenta ze Świdwina
‒ W tym miejscu można trochę oderwać się od codzienności i porozmawiać z rówieśnikami o ważnych sprawach. Tutaj właściwie nie ma między nami żadnych barier. Łączy nas wiara w Jezusa. Możemy tutaj swobodnie o tym rozmawiać ‒ dodaje Dawid Czerniecki z Siedliska.
‒ Przyjechałem tutaj, bo chcę więcej uczyć się o naszej wierze. Już wiem, że nie zmarnowałem tu czasu ‒ zapewnia Fabian Duszewski ze Sławna. ‒ To miejsce jest naprawdę super… i czekolada jest za darmo – dodaje z uśmiechem.
Tegoroczna edycja odbyła się pod hasłem „Uczeń-Misjonarz” w nawiązaniu do tematu roku duszpasterskiego. W programie znalazły się m.in. momenty modlitwy przed Najświętszym Sakramentem, seans filmowy, gra terenowa, rozgrywki sportowe, a także spotkanie z rodziną z podkoszalińskich Mścić, która niedawno wróciła z misji w Boliwii.
Wielu uczestników sygnalizowało, że właśnie to spotkanie było najbardziej poruszającym momentem rekolekcji.
‒ Urzekło mnie to, że tak bardzo chcą dzielić się z innymi radością, której sami doznają, a nie tylko żyć dla siebie – przyznaje Kuba Chojenta. – To niesamowite, że ludzie są w stanie tyle poświęcić, właściwie całe swoje życie, żeby pomagać innym. To naprawdę mnie dotknęło. Nie zapomnę tego – dodaje Dawid Czerniecki.
‒ Chcieliśmy też pokazać uczestnikom misyjność w takim zwykłym, codziennym wymiarze, tzn. że wcale nie trzeba wyjeżdżać gdzieś daleko, żeby głosić Jezusa, bo to jest zadaniem każdego z nas, wypływającym z łaski chrztu świętego. Mamy głosić tam, gdzie Pan Bóg nas posyła na co dzień ‒ w szkole, w pracy ‒ dodaje Paweł Lech, kleryk roku V, który współprowadził rekolekcje.
Ważnym momentem każdej edycji rekolekcji są „rozmowy niedokończone” w seminaryjnej kawiarence. Wieczorne nasiadówki z piątku na sobotę i z soboty na niedzielę często przeradzają się w długie rozmowy na poważne tematy. ‒ Czasami to, co się wydarza w ich życiu tutaj, wybrzmiewa między słowami. Z otwartością bywa oczywiście różnie, ale naszym zadaniem jest stworzyć odpowiednią przestrzeń, w której nie czuje się żadnego przymusu. Są osoby, które od razu wiele pytają, inni potrzebują czasu, żeby zacząć, jeszcze inni po prostu się przysłuchują. My stwarzamy szansę na rozmowę ‒ dodaje Paweł Lech.