Oddać krzyż... A może zaadoptować?

Niechciane krzyże nie muszą lądować na wysypisku. Przygarnie je kaplica w Starej Łubiance.

Kaplica cmentarna należąca do parafii pw. Podwyższenia Krzyża w Starej Łubiance wypełnia się krzyżami. Tymi niechcianymi, zdejmowanymi ze ścian domów czy instytucji i nierzadko porzucanymi na śmietnikach czy odsprzedawanymi na jarmarkach. To inicjatywa parafian Eweliny i Janusza Marszałków. Krzyże najpierw znalazły swoje miejsce w ich domu, od niedawna zapełniają ściany kaplicy.

Oddać krzyż... A może zaadoptować?   Uroczystości pogrzebowe od dawna odbywają się w kościele parafialnym. Teraz kaplica cmentarna stała się "domem" dla niechcianych i porzuconych krzyży. Ewelina Marszałek

– Można powiedzieć, że w parafii pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża już sama nazwa zobowiązuje – zauważa Ewelina Marszałek. Jest jednak szczególny powód, że ten temat zapadł głęboko w serca małżonków. – Zdarza się, że ludzie zdejmują krzyże ze swoich domów w czasie remontów i potem już nie chcą ich wieszać. Krzyże, które są znakiem naszego Zbawienia, lądują wtedy w różnych miejscach, także na śmietnikach. Na Zachodzie można znaleźć takie niechciane krzyże w kartonach na jarmarkach, leżą w pudłach ze szpargałami. To przykry widok. Mój mąż je wykupuje, przywozi stamtąd. Mieliśmy ich wiele w domu i podczas kolędy zapytaliśmy księdza proboszcza, co z nimi zrobić. Zaproponował, by znaleźć im miejsce w naszej cmentarnej kaplicy. Jest używana tylko raz w roku, we Wszystkich Świętych. Powiesiliśmy więc te nasze krzyże w tym miejscu. Dla nas jest to więc taka kaplica krzyży.

Marszałkowie przygotowali także baner ze słowami pieśni, która mówi o miłości do krzyża i powiesili go na wewnątrz kaplicy. Liczą, że osobom, które tu trafią, pomoże to w refleksji, czym dla chrześcijanina powinien być ten znak.

– A gdy zobaczę w poniewierce Jezusa, krzyż i ranę, która otwiera Jego serce, w obronie krzyża stanę – cytuje pani Ewelina. – Bardzo mnie to porusza, ale myślę, że to ważne także dla nas wszystkich, zwłaszcza dzisiaj – w czasach, gdy niektórzy głośno nawołują do niszczenia krzyży, gdy publicznie je znieważają.

Marszałkowie chcą udostępnić miejsce na ścianach kaplicy dla innych niechcianych krzyży – by każdy mógł tu zawiesić krucyfiks, który nie tyle przestał szanować, co nie bardzo wie, co z nim zrobić. Liczą także, że uda się zachęcić ludzi, by – jeśli potrzebują krzyża do swojego domu – nie kupowali nowego, ale „zaadoptowali” ten z kaplicy w Starej Łubiance. Budynek można łatwo rozpoznać – widać go z drogi krajowej nr 10.

Oddać krzyż... A może zaadoptować?   Kaplica cmentarna w Starej Łubiance. Budynek można łatwo rozpoznać - widać go z drogi krajowej nr 10. Ewelina Marszałek

– Ta kaplica się wypełniła i może jeszcze wypełni krzyżami. Ale moim marzeniem jest, by była pusta, by te wszystkie krzyże znalazły nowych właścicieli, którzy je przygarną; by nie było żadnych niechcianych krzyży.

Proboszcz parafii w Starej Łubiance ks. Roman Piwoński ceni inicjatywę parafian. Zachęca ludzi, by przyjmować krzyże z kaplicy cmentarnej. – Niektóre, te przywiezione z Niemiec, są naprawdę przepiękne. Warto wziąć je, powiesić u siebie. Wiele osób buduje domy, może ktoś potrzebuje krzyża, u nas jest ich kilkanaście. Ale też przyjmiemy te, które ludzie chcą oddać, tak jak mówi ten tekst: by nie było krzyża w poniewierce – mówi proboszcz informując, że w takim wypadku można krucyfiks przynieść na plebanię.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..