W majówkę wyruszyli ze Słupska, Świdwina, Białogardu, by po trzech dniach Pielgrzymki Promienistej dotrzeć na Górę Chełmską.
Przybyli z dwóch kierunków – grupa świdwińska i białogardzka połączyły się na szlaku, pozostali wędrowali z kierunku Słupska. Łącznie wszystkich było około stu pielgrzymów. Po trzech dniach wszyscy dotarli na Górę Chełmską. W Sanktuarium Matki Bożej przywitał ich bp Edward Dajczak, który przewodniczył wieńczącej pielgrzymkę Eucharystii.
– Pielgrzymka jest takim czasem, w którym powoli schodzi nam wiele rzeczy z głowy do serca. Potrzebna jest ta droga, żeby pokonać tę drogę najdłuższą, która nieraz się wydłuża, drogę z głowy do serca. Dzieje się to choćby przez fakt zmęczenia dla Jezusa, dla siostry, dla brata – mówił biskup senior w homilii. Zachęcał, by nie poprzestawać na intelektualnym traktowaniu wiary. – Wielu chrześcijanom wydaje się, że coś wiedzą o Chrystusie, przecież niby Go znają. A biblijne „znać” oznacza relację równą miłości, a nie poznaniu tylko głową i intelektem. To jest ta bliskość, która jest przed nami. Ta bliskość, którą Bóg nam objawia.
Pielgrzymka Promienista - początek Mszy św. na Górze ChełmskiejPrzewodnik słupskiej grupy ks. Maksymilian Atałap z parafii Mariackiej podkreśla, że dla mieszkańców tego miasta Pielgrzymka Promienista to już tradycja. W tym roku wyruszyła po raz 33.
– To jest pierwszy promień, który zapoczątkował Pielgrzymkę Promienistą i możemy się pochwalić wieloletnią tradycją, niektórzy idą już 20. raz lub więcej. Idziemy najdłuższą z tych tras, cieszymy się, że to pielgrzymowanie trwa – mówi kapłan.
Wśród uczestników liturgii wieńczącej Pielgrzymkę Promienistą jest jej inicjator – Jacek Karmelita. Jak wspomina, pierwsza liczyła 16 pielgrzymów. Impulsem była myśl biskupa Jeża, ówczesnego ordynariusza diecezji, doceniająca katolickie tradycje. – Byliśmy grupą rodzin szensztackich związanych z Górą Chełmską i pomyśleliśmy, że warto zapoczątkować naszą tradycję, szczególnie skoro mamy to piękne sanktuarium. Potem ks. Henryk Romanik określił to pielgrzymowanie słowami „geografia pobożności”. To wszystko razem pięknie zagrało.
Pielgrzymka Promienista - grupa słupskaKs. Tomasz Wołoszynowski z parafii Mariackiej w Świdwinie, przyznaje, że nie obyło się bez przeszkód. Idąc już przez Koszalin z kierunku seminarium grupa trzy razy zawracała, szukając odpowiedniej drogi. Nic jednak nie złamało „promienistego” ducha wędrowców, przy czym trzon grupy stanowią osoby zaangażowane w różne grupy duszpasterskie. Nauczanie w drodze dotyczyło więc tematu, który jest im bliski: bycie uczniem-misjonarzem, zgodnie z hasłem tego roku duszpasterskiego.
– To wywoływało sporo ciekawych rozmów, bo dzięki temu, że konferencje nie są głoszone z ambony, można ze sobą rozmawiać, to jest super na pielgrzymce – mówi ks. Wołoszynowski.
Jedną ze świdwińskich parafianek jest Lucyna Hałuszka. Wahała się, czy przyjąć propozycję księdza o dołączenie do pielgrzymkowej grupy, a przekonała ją spora liczba znajomych z parafii na liście uczestników. Wybrała się więc i ona, wraz z mężem i młodszą córką. Pierwszego dnia Świdwinianie pokonali 35 km, drugiego 28, ostatniego osiem.
– Jestem zaskoczona życzliwością ludzi, których spotykaliśmy w trasie. Zabraliśmy z domu jedzenie i picie, ale to w ogóle nie było potrzebne. Ludzie nas częstowali, a ciasta zjedliśmy na dwa tygodnie – śmieje się pani Lucyna. Jak dodaje, kiedy idzie się we wspólnocie, z osobami, dla których Pan Bóg jest na pierwszym miejscu, czuje się tę więź, jest się ze swoimi. – Są pęcherze, odciski, ból stóp, ale cieszy to, że się nam udaje, że idziemy razem, że niesiemy intencje, bo przecież idziemy w konkretnym celu, na chwałę Bożą.
Pani Anna z białogardzkiej parafii Świętej Jadwigi, jest najstarszą z pielgrzymowiczek – ma 79 lat. Mimo wieku aktywność fizyczna jej nieobca – regularnie uprawia sport z grupą seniorów. Pierwszy raz wzięła udział w Pielgrzymce Promienistej i widzi różnicę między takim wędrowaniem, a turystycznym.
– To nie ma porównania, tutaj idę z intencjami, swoimi i bliskich, za które ofiarowałam trud i cierpienie tej pielgrzymki. To nie jest rajd, tutaj czuje się, że prócz korzyści dla zdrowia, to jest owocne duchowo.