Na pielgrzymce ministrantów najbardziej zaskakujące okazały się rozmowy z ich rodzicami. To środowisko, które zmienia świat wokół.
Obok bazyliki skrzatuskiej stoi mężczyzna patrzący na certyfikat ceremoniarza swojego syna, który przed chwilą go otrzymał. ‒ Aż mnie zatyka ‒ mówi wyraźnie wzruszony. ‒ Pozwolił nam się zbliżyć do Boga ‒ dodaje po chwili. ‒ Jesteśmy teraz zawsze w kościele, nie jak bywało to wcześniej. To bardzo dobrze ‒ cieszy Piotr ze Słupska.
Małgorzata z parafii w Siedlisku przyznaje się do pewnego błędu. ‒ Czasami to my, rodzice, jesteśmy przeszkodą. Dawid zaczął służyć po Pierwszej Komunii. Nie chciałam tego wtedy. Bałam się, że to może za wcześnie, że on nie umie się zachować. Ale szokiem było dla nas, gdy on powiedział, że w momencie, kiedy usiadł tam w prezbiterium, w końcu znalazł swoje miejsce w Kościele. Dziecko w drugiej klasie szkoły podstawowej. Czasami trzeba zaufać dziecku, które coś czuje ‒ mówi dumna mama nowego ceremoniarza.
W Skrzatuszu 9 maja odbyła się Diecezjalna Pielgrzymka Ministrantów. Przyjechało na nią ok. 300 młodych ludzi na co dzień służących przy ołtarzu. 50 z nich niedawno ukończyło kurs na ceremoniarza i podczas Mszy św. w Skrzatuszu biskup pobłogosławił ich na pełnienie tej posługi. Każdy z nich otrzymał krzyż oraz stosowny certyfikat.
‒ Jesteście bardzo ważnymi ludźmi, którzy zdecydowali się służyć w sposób wyjątkowy. Podczas Mszy św. może być wielu ministrantów, księży, ale ceremoniarz jest tylko jeden ‒ powiedział bp Krzysztof Zadarko. ‒ Lubić Mszę św. to jeszcze nie wszystko. Pokochać Chrystusa, który jest na niej obecny, to najważniejsze. Ceremoniarz jest nie tylko od tego, żeby wszystko podczas Mszy św. zgadzało się z przepisami, ale żeby wszyscy uczestnicy liturgii, przez tę posługę, dobrze ją przeżyli. Dobry ceremoniarz jest jak przewodnik. On wie więcej i myśli naprzód, zanim coś się wydarzy. Ale nie wystarczy wiedzieć. Trzeba to jeszcze kochać ‒ dodaj biskup.
Podczas pielgrzymki, oprócz Mszy św. odbył się konkurs liturgiczny, który przeprowadzili klerycy koszalińskiego seminarium oraz turniej piłki nożnej.
Ks. Patryk Wojcieszak, diecezjalny duszpasterz ministrantów, wskazuje na cel organizowania tego typu wydarzeń: ‒ Chodzi o to, żeby oni zobaczyli, że nie są sami, że ministranci to ogromna rzesza. Może nie nazwałbym tego subkulturą, ale środowiskiem, które ma nawet swój żargon, jednak przede wszystkim prowadzi do konkretnych postaw. To formacja, która wpływa na życie.