• facebook
  • rss
  • On wciąż egzorcyzmuje

    dodane 12.02.2015 00:15

    Sam byłem świadkiem cudów, które dokonywały się za wstawiennictwem o. Matteo. Siła, z którą pomaga dzisiaj ludziom jest niesamowita – zapewnia Michał Kondrat, reżyser filmu poświęconego włoskiemu zakonnikowi.

    Choć od śmierci o. Matteo da Agnone minęło 400 lat, on wciąż pomaga wszystkim, którzy wzywają jego wstawiennictwa. Do niewielkiego kościoła w Serracaprioli, gdzie jest pochowany, przybywają pielgrzymi szukający uzdrowienia i uwolnienia od dręczeń.

    Pułkownik Matki Bożej

    Co kilka minut do umieszczonej w ścianie płyty nagrobnej podchodzą ludzie. Przez chwilę modlą się, dotykając liter na płycie. Na niektórych z nich ten kontakt działa dramatycznie: podtrzymywani przez kilku rosłych mężczyzn słaniają się na nogach, ich ciała wykręcają konwulsje, z gardeł wydobywają się nieartykułowane dźwięki. O. Cipriano modli się nad nimi, aż się uspokoją. Wszystko to rejestruje kamera polskiej ekipy. Uwiecznia także świadectwa tych, którzy przy grobie o. Matteo doznali uwolnienia od wpływu złego ducha. O. Cipriano de Meo, prezes Międzynarodowego Stowarzyszenia Egzorcystów i postulator procesu beatyfikacyjnego zmarłego w 1616 r. kapucyna, potwierdza swoim autorytetem i doświadczeniem ponad pół wieku przeprowadzanych egzorcyzmów: dla demonów o. Matteo jest jeszcze niebezpieczniejszy po śmierci niż za życia. Tak boją się „pułkownika Matki Bożej”, jak go nazywają.

    – To, jak demony reagują, kiedy przyzywa się wstawiennictwa o. Matteo, jest niesamowite! – przyznaje reżyser filmu Michał Kondrat. Sam pełnił przez pięć lat posługę świeckiego asystenta egzorcysty. To, czego wówczas doświadczył, umocniło jego wiarę i doprowadziło do nawiązywania głębokiej relacji z Panem Bogiem, ale także skłoniło do mówienia o tym, że zło istnieje realnie. O ojcu Matteo da Agnone usłyszał podczas kręcenia swojego debiutanckiego filmu „Jak pokonać Szatana”. – Miałem wówczas możliwość przez kilka minut modlić się przy grobie o. Matteo i poczułem, że muszę o nim opowiedzieć, bo nawet we Włoszech niewiele osób wie, jak niezwykła to postać – dodaje.

    Kto pomógł ekipie?

    Jak przyznaje, podczas kręcenia dokumentu cała ekipa doświadczała Bożej pomocy. Podobnie, jak podczas powstawania pierwszego filmu, otwierały się drzwi, które wydawały się nie do sforsowania dla młodego reżysera z Polski. Michał Kondrat jest przekonany, że pomagał im sam o. Matteo. – Postanowiliśmy pojechać do Agnone, chociaż odradzano nam to, mówiąc, że nic tam nie znajdziemy. Chodziliśmy po mieście, rozpytywaliśmy ludzi, ale nikt nic nie wiedział. Zapytałem nawet człowieka, który wyglądał na bezdomnego, czy wie, kim jest Matteo da Agnone. A on podnosi na mnie oczy i mówi: chodźcie za mną. Poszliśmy obładowani sprzętem przez wąskie uliczki. Doprowadził nas do biblioteki. Przeszedł śmiało przez sekretariat i wprowadził nas gabinetu dyrektora mówiąc: przyprowadziłem ci ludzi z Polski – opowiada. Człowiekiem za biurkiem był Nicolę Mastronardiego, który pół życia spędził na szukaniu informacji o pochodzącym z Agnone egzorcyście. Niebywałe? Chyba nie bardziej niż dalszy ciąg tej historii. – Dużo później zapytałem Nicolę Mastronardiego, kim był ten mężczyzna, który nas do niego przyprowadził. Spojrzał na mnie zdumiony. Nie przypominał sobie, żeby ktokolwiek wówczas z nami przyszedł. Sekretarki także nikogo nie zauważyły… – dodaje reżyser. Równie trudno bez wiary byłoby wytłumaczyć, jak westchnięcie o pomoc do o. Matteo zadziałało na ciężko chorego operatora kamery czy kontuzjowaną uczestniczkę pielgrzymki.

    Superbohater

    Michał Kondrat opowiadał o swoich doświadczeniach związanych nie tylko z powstawaniem filmu w słupskim kościele św. Józefa. Na projekcję „Matteo”, choć organizatorzy mieli zaledwie kilka dni na zaproszenie na spotkanie, przyszło ponad pół tysiąca osób. – Błogosławione przeciwności! – cieszy się Małgorzata Środa, inicjatorka zaprezentowania filmu w Słupsku. – Bardzo chciałam zobaczyć ten film, ale dowiedziałam się, że ani w grudniowym, ani w styczniowym czy lutowym repertuarze kina „Rejs” się nie znajdzie, więc sama zaczęłam szukać w internecie kontaktu z panem Michałem. Nie spodziewałam się nawet, że nie tylko uda się zrealizować pokaz filmu, ale że sam reżyser gotowy jest przyjechać. Myślę, że o. Matteo nam w tym pomógł. Tym bardziej że w kinie „Rejs” zmieściłoby się dużo mniej chętnych do obejrzenia filmu niż w kościele – dodaje. Debiut Michała Kondrata „Jak pokonać Szatana” zdobył nagrodę Grand Prix międzynarodowego festiwalu w Niepokalanowie; „Matteo” spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem we Włoszech i w Polsce. Żeby przekonać się, czy następny obraz także odniesie taki sukces, trzeba będzie jeszcze trochę poczekać, ale w Słupsku reżyser zdradził, o kim będzie opowiadać. – Od dawna chodzi mi po głowie myśl o zrobieniu filmu o św. Maksymilianie Kolbe. Nie tylko ten ostatni akt heroizmu, świadectwo oddania życia, ale cała historia o. Maksymiliana jest niesamowita. To wielki superbohater, jakich dzisiaj światu bardzo potrzeba – mówi Michał Kondrat. Imię męczennika z Auschwitz pojawia się zresztą i w historii o włoskim zakonniku, a jego okulary w cudowny sposób trafiają do o. Cipriano stając się bronią na demony. Jak? Obejrzycie „Matteo”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół