Nowy numer 32/2020 Archiwum

W strugach łask

Im gorzej, tym lepiej – zdradzają pielgrzymkową filozofię świętogórscy pątnicy, którym w tym roku bardzo przydały się ortalionowe płaszcze i spora dawka dobrego humoru.

Wyruszyli z Koszalina i ze Szczecinka, żeby między świętymi górami wędrować z Maryją i do Maryi.

Jest moc

Choć dystans do pokonania dla wielu z nich, zaprawionych w pielgrzymkowej marszrucie niewielki, padający niemal bez przerwy deszcz zdecydowanie nie ułatwiał maszerowania. – Lało strasznie, buty są do wyrzucenia – przyznaje Igor, demonstrując doszczętnie przemoczone trampki. – Suchych ubrań nam nie starczyło na przebranie – dodaje Rafał. – Jest moc! – podsumowują zgodnie chłopaki, którzy na jesieni zasilą szeregi kleryków. – To naprawdę świetne doświadczenie, a dla początkujących dobre przygotowanie do dłuższego pielgrzymowania, na przykład do Częstochowy – przekonuje Rafał, ale dodaje zaraz, że i podczas dwudniowego maszerowania można poczuć doskonale, że pielgrzymka jest wyzwaniem, zmierzeniem się ze swoimi słabościami i lekcją zaufania Bogu.

Dla Kasi Orłowskiej to pielgrzymkowy debiut i pomimo, że wyjątkowo mokry wcale nie zniechęcający. – To był ożywczy deszcz! Jakby Duch Święty nam go zsyłał! Zamiast deszczu – strugi łask! A jak byliśmy zupełnie mokrzy, to niebo się przecierało i słoneczko nas suszyło – opowiada szczecinecka gimnazjalistka. – W tym roku jeszcze nie, ale w przyszłym chciałabym się wybrać do Częstochowy. Tylko muszę się dobrze przygotować, bo przekonałam się, że ruszanie w drogę bez choćby małej zaprawy może grozić kontuzją – dodaje z entuzjazmem. – Brat Józef namawiał nas co roku, żeby się wybrać na pielgrzymkę, ale nigdy jakoś nie trafił na podatny grunt, aż do teraz – śmieją się s. Matea i s. Bożena. Nachwalić się nie mogą młodych, że tak cierpliwie znosili pielgrzymkowe niewygody. – Sprawdzałam prognozy pogody, ale nie chciało mi się wierzyć, że będzie padać przez całe trzy dni. Niestety, tym razem sprawdziły się i na zmianę: co nas wysuszyło, to nas zmoczyło. Ale i tak jestem zachwycona i żałuję, że dopiero teraz poszłam na tę pielgrzymkę – dodaje niepokalanka ze Szczecinka.

Od Maryi do Maryi

We franciszkańskiej pustelni jako pierwsi zameldowali się właśnie szczecineccy pątnicy. – To dlatego, że mamy dalej niż Koszalin! – śmieje się Józef Kolendo, który od 7 lat zaprasza do wędrowania na Świętą Górę Polanowską. Ich pielgrzymka zaczyna się na innym świętym wzniesieniu: Marientronie, gdzie opiekę nad maryjnym kultem sprawowali augustianie eremici. Dzisiaj ani po Tronie Maryi, ani po klasztorze nie pozostał żaden ślad, a o tym, że na tym wzniesieniu czczona była Matka Boża przypomina jedynie Jej niewielki wizerunek przyczepiony czyjąś ręką do starego drzewa. – Dla mnie to bardzo ważne miejsce i zależy mi na tym, żeby znów czczona tutaj była Maryja. Może powstanie tu jakaś kaplica, może pustelnia. Ojcu Januszowi udało się wskrzesić kult maryjny na Górze Polanowskiej, może i nam się uda, jeśli będziemy omadlać to miejsce – dodaje. Koszalińska grupa startowała z szensztackiego sanktuarium na Górze Chełmskiej. Od 16 lat wędrują po śladach pątników sprzed wieków, którzy przemierzali szlak łączący dwie pomorskie święte góry. – Pomorze przed reformacją słynęło jako ziemia maryjna. Potem nastąpiło wielkie spustoszenie tych ziem z kultu maryjnego. Zniknęła też tradycja pielgrzymowania do lokalnych miejsc świętych. Pamiętam pierwszą pielgrzymkę z Darłowa na Górę Chełmską, zaraz po reaktywowaniu tamtejszego sanktuarium. Szliśmy przez wioski, w których ludzie przed nami się chowali, zaglądali zza firanek i nie wiedzieli, o co chodzi, czemu to idą z krzyżem i śpiewają. Dzisiaj sanktuaria się odradzają, znowu jest to terra Mariae. Bogu Dzięki, że ta ziemia odzyskuje swoje błogosławieństwo, a pielgrzymi się w nie wpisują – cieszy się o. Janusz Jędryszek, polanowski pustelnik.

Jak przez bramę

Na strudzonych piechurów czekała na szczycie góry Maryja Brama Niebios i ks. Wacław Grądalski, który przewodniczył Mszy św. we franciszkańskiej pustelni. – Czujecie, jak to jest? Człowiek zmęczony, zmoknięty wchodzi do pustelni, gdzie czeka na nas o. Janusz z herbatą miętową i drożdżówką, na głowy nam już nie pada i można odpocząć. Tam było nam źle i niewygodnie, a tu wchodzimy w miejsce, w którym ktoś na nas czeka, w imieniu Maryi wyciąga do nas ręce i mówi: chodźcie – witał pielgrzymów. – Tam, gdzie nie ma Boga, bo człowiek Go wyrzucił ze swojego życia i ustanawia własne prawa, jest źle. A tu uchyla się Brama, za którą jest tylko Miłość. Po to tu przychodzimy, żeby dać się Maryi przytulić. Ona jest bramą, pozwoliła, by przez Nią Bóg wszedł na ziemię, przez Nią my wchodzimy w piękny świat Boga – dodaje, zapraszając, by za rok znów wyruszyć na Jej spotkanie między świętymi górami.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama