Nowy numer 46/2018 Archiwum

Niezłomni podzielą Czarne?

W niewielkim miasteczku mógłby stanąć drugi w Polsce pomnik poświęcony żołnierzom wyklętym poległym na Kresach. Entuzjazmu inicjatorów zdają się nie podzielać czarneńscy radni.

I nie chodzi o pieniądze, a o kontrowersje, jakie zdaniem rady budzą żołnierze wyklęci.

Emocje

– Oczekujemy jedynie zgody na inwestycję oraz miejsca, w którym stanąłby pomnik – wyjaśnia Mariusz Birosz, prezes Stowarzyszenia Brygada Inki z Czarnego. Razem ze Stowarzyszeniem Łagierników Żołnierzy AK oraz Solidarnością Walczącą zabiegają o powstanie pomnika w miasteczku. Wbrew oczekiwaniom, głosowania nad uchwałą w sprawie pomnika zabrakło w programie sesji rady. Bo, jak wyjaśnia wiceprzewodniczący miejskiej rady, są ferie, radni się porozjeżdżali. – Odbyła się komisja oświaty, która podjęła decyzję, że taki projekt powinien zostać poddany szerokim konsultacjom społecznym – dodaje Tadeusz Żyła.

Osobiście zwolennikiem pomnika nie jest. – Ale jeżeli większość mieszkańców stwierdzi, że go chce, uszanuję to – zastrzega i deklaruje, że kwiaty pod nim składać będzie. Nie jest za, bo, jak mówi, w Czarnem mieszkają różni ludzie. – Żołnierze Ludowego Wojska Polskiego, Gwardii Ludowej czy Batalionów Chłopskich też walczyli o Polskę. Zwykły szary żołnierz nie wiedział, czy walczy o Polskę komunistyczną, czy inną. Ja szanuję wszystkich. A czasy wtedy były inne. Nie mam odwagi, żeby podejmować taką decyzję za mieszkańców. Nie chcę, żeby pomnik budził kontrowersje – mówi. Tym bardziej że, zdaniem wiceprzewodniczącego, żołnierze wyklęci już budzą w mieście kontrowersje. Zwłaszcza po grudniowym sympozjum poświęconym „Ince”. – Pojawił się tam język nienawiści, złości. Mówiono, że esbecy i ubecy do trzeciego pokolenia powinni zginąć – podkreśla Tadeusz Żyła. Wiceprzewodniczący nie brał udziału w sympozjum, ale dowiedział się tego z relacji osób trzecich. Informacją podzielił się z miejscową gazetą, co z kolei wywołało zdecydowany sprzeciw i oświadczenie gdańskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej.

Nagroda dla Brygady „Inki”

Pomnik poświęcony żołnierzom Polski Podziemnej poległym na Kresach II Rzeczypospolitej w walce z Sowietami w latach 1944–1954 znajduje się w części wschodniej Polski, w Augustowie. Drugi ma powstać na zachód od Wisły. Dlaczego pomnik poświęcony Kresowiakom miałby stanąć na rubieżach województwa pomorskiego? – Nie Wrocław, Poznań czy Szczecin. Nie ukrywamy, że ta propozycja to dla nas, jako stowarzyszenia, wyróżnienie i swego rodzaju nagroda za działalność w Polsce, na Litwie i Białorusi: organizowanie zbiórek, wyjazdy czy ostatnie sympozjum poświęcone „Ince”, która jest patronką miejscowej szkoły, o co także usilnie walczyliśmy – wyjaśnia Mariusz Birosz. Jak zauważa, miasto skorzystałoby na pomniku nie tylko wizerunkowo. – Czarne w Polsce kojarzone jest właściwie tylko z więzieniem. Pomnik z pewnością by to zmienił. I przyciągnąłby do miasta gości, turystów, wycieczki, rodziny tych, których upamiętnia. To z kolei czysty zysk dla lokalnych przedsiębiorców – przekonuje prezes czarneńskiego stowarzyszenia. W taki sposób przedstawiał sprawę radnym. Przedsięwzięcie rekomenduje gdański IPN, inicjatywę poparł wicewojewoda pomorski, głos zabrała również mjr Stanisława Kociełowicz, łączniczka wileńskiej AK.

Konsultacje

Tadeusz Żyła zadeklarował, że będzie zabiegał u burmistrza o jak najszybsze załatwienie sprawy konsultacji społecznych. Ich wynik mógłby być jego zdaniem znany już miesiąc później. Inicjatorzy uczczenia żołnierzy niezłomnych obawiają się jednak, że konsultacje mają służyć jednie przeciąganiu sprawy i są obliczone na to, że projekt upadnie. – Jeśli nasi radni nie są w stanie podjąć decyzji, to stu innych burmistrzów zachodniej Polski będzie się biło o ten pomnik. A my stracimy dużą szansę – nie kryje rozgoryczenia Mariusz Birosz. Chłodne przyjęcie pomysłu przez czarneńskich radnych zdziwiło także innych wnioskodawców. – Z przykrością przyjmuję informację, że tak ważna i szlachetna inicjatywa nie znalazła uznania. Tym bardziej na Pomorzu, gdzie wiele osób ma kresowe korzenie, bo ich rodzice czy dziadkowie trafili tutaj w ramach repatriacji albo uciekając przed komunistycznymi prześladowaniami – zauważa Artur Kondrat, prezes Stowarzyszenia Łagierników Żołnierzy AK, i dodaje: Środowiskom postkomunistycznym prawda historyczna jest niepotrzebna. Ich opór mobilizuje nas, żeby jeszcze intensywniej przebijać się do świadomości społecznej. Żebyśmy nie mogli sobie nigdy zarzucić, że byliśmy bezczynni.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy