Nowy numer 41/2019 Archiwum

Nie umierać byle jak

O rozstaniach, tych ostatecznych, i o przyszłości eschatologicznej, która jest dla żywych zagadką, opowiadał w Słupsku ks. prof. Jan Perszon.

Śmierć nowoczesna to głównie śmierć szpitalna. Od lat 70. umiera się przeważnie w szpitalu lub hospicjum, a każdy aktor tego dramatu – lekarz, pielęgniarka, rodzina konającego – porusza się w wąskiej przestrzeni obwarowanej procedurami medycznymi. Brak tam znanych domowych dźwięków, zapachów. Brak obrazu Matki Bożej na ścianie. Brak zaglądających co rusz bliskich. Wszystko jest inaczej. Śmierć szpitalna ma zmedykalizowany rytm.

– Ten automatyzm spowodowany jest myślą, by ratować życie, dopóki się da. A czasem, by – niestety – odsunąć z domu… kłopot. Szpital to dobrodziejstwo, wielu ludzi taki obrót sprawy ratuje, ale taka sytuacja ma swoją cenę. Bo konający, mimo najlepszej opieki ze strony rodziny, często umiera samotnie, odcięty od klimatu wiary – mówił ks. prof. Jan Franciszek Perszon, kierownik Katedry Teologii Fundamentalnej i Dogmatycznej na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, podczas Spotkania Czwartków Literackich, które odbyło się 18 października na Zamku Książąt Pomorskich w Słupsku.

Dotyczyło ono nie tylko zwyczajów, obrzędów oraz wierzeń pogrzebowych i zaduszkowych na Kaszubach − jak głosi podtytuł prezentowanej przez ks. prof. Perszona wznowionej po blisko 20 latach książki „Na brzegu życia i śmierci” − ale w ogóle tematu umierania i towarzyszenia zmarłym w ich ostatniej drodze. Okazuje się bowiem, że tak jak inne dziedziny życia sposób przeżywania śmierci zmienia się błyskawicznie.

– Moi informatorzy są już po tamtej stronie – powiedział ksiądz profesor (z urodzenia Kaszuba i popularyzator kultury kaszubskiej) o badanych przez dziewięć lat mieszkańcach Kaszub – i zabrali ze sobą świat, który nie wróci. Mamy zaś do czynienia ze światem, który pędzi, już mało kto wie dokąd. Jest, owszem, wygodniej, ale czy to znaczy, że piękniej, głębiej, bardziej duchowo?

Lastriko prawdę ci powie

Lęk przed śmiercią kogoś bliskiego to jedno. Ale jest też lęk przed cierpieniem, definitywnym zniknięciem tej osoby z naszej codzienności, sprawami, które po jej odejściu na nas spadną. I lęk przed towarzyszeniem w tych ostatnich chwilach.

– Jesteśmy zdolni do tego, żeby człowieka oddać medycynie. Mamy bzika na punkcie zdrowia. Jest w nas dążenie, by żyć jak najdłużej, tak jakby to był cel sam w sobie. To mentalność, która nie pyta, czy jest życie wieczne, czy czasem warto cierpieć, by mieć odpuszczone grzechy – dzielił się ze słuchaczami zgromadzonymi w Sali Rycerskiej ks. Jan. – Czego się tak naprawdę boimy? Samotności. I tego, żeby nas za bardzo nie bolało. Ale śmierci my, chrześcijanie – nie. Bo Bóg to nie bajka, Chrystus naprawdę zmartwychwstał.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL