GN 43/2020 Archiwum

Dotarło do mnie, że nie muszę urodzić, czyli między in vitro, naprotechnologią i adopcją

Ta historia kończy się jednak urodzinami. Choć zanim do nich doszło, Joanna i Andrzej Zinkowie przeszli długą drogę. O swojej przygodzie z kliniką in vitro opowiadali podczas rekolekcji dla Diakonii Życia w Skrzatuszu.

Państwo Zinkowie z Gdyni posługiwali jako para moderatorska podczas ogólnopolskich rekolekcji dla Diakoni Życia Ruchu Światło-Życie, które odbyły się na początku sierpnia w Skrzatuszu. O rekolekcjach można przeczytać w materiale: Merytorycznie i autentycznie...

Po latach bezskutecznych starań o poczęcie potomstwa, małżeństwo trafiło do pewnej "kliniki leczenia niepłodności". - Byliśmy jej pacjentami w dobrej wierze, ponieważ miała w nazwie, że leczy niepłodność. Okazało się, że nie o leczenie chodzi, tylko o in vitro. Po diagnostyce lekarz powiedział, że nigdy nie będziemy mieli dzieci - wspomina A. Zinka.

Małżonkowie, ze względu na swoje przekonania, nie chcieli zgodzić się na procedurę in vitro. Ubolewali nad tym, że nie mogą mieć swoich biologicznych dzieci. Postanowili więc dziecko adoptować. Do takiej decyzji doprowadziło ich pewne olśnienie.

- Dojrzewało to w nas przez 8 lat. W końcu podczas rekolekcji zrozumiałam pytanie, na które odpowiada się podczas ślubu: "Czy chcecie z miłością przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym was Bóg obdarzy?". Dotarło do mnie, że nie muszę urodzić. Bóg uzdrowił mnie z egoistycznej chęci urodzenia dziecka i byłam gotowa je po prostu przyjąć - opowiadała J. Zinka.

Następnie państwo Zinkowie trafili pod skrzydła lekarzy zajmujących się naprotechnologią, m.in. prof. Bogdana Chazana, a także dr Laury Grześkowiak z Poznania i Moniki Wojtkiewicz z Gdańska. - Wreszcie zostaliśmy poprowadzeni prawidłowo - wspomina pani Joanna.

Po drobiazgowej diagnostyce udało się odnaleźć przyczyny niepłodności. Stosunkowo proste leczenie doprowadziło do poczęcia pierwszego dziecka. Potem - trzech kolejnych. W sumie państwo Zinkowie mają 5 córek (1 adoptowaną i 4 biologiczne). Andrzej Zinka "narzeka" tylko na jedno: - Choć jeden syn by się przydał.

Na terenie diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej działa poradnia naprotechnologiczna. Prowadzi ją dr Jacek Froehlich w Szczecinku. Pisaliśmy o niej w materiale: Naprotechnologia dostępna w Szczecinku.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama