Nowy numer 43/2020 Archiwum

Totalna pasjonatka

Dla Emilii Raczyńskiej wszystko jest pasją: nauczanie, wędrówki, oddawanie krwi, a ostatnio – malarstwo. Każdą z nich dzieli się z innymi.

Długie tygodnie izolacji społecznej wymuszone pandemią koronawirusa dały się we znaki Emilii Raczyńskiej, nauczycielce katechezy w Zespole Państwowych Szkół Muzycznych w Koszalinie. Na szczęście w momencie kryzysowym przypomniała o sobie jej pasja malarska, którą na wiele lat odłożyła do lamusa. – Kiedy wirus zamknął nas w domach, podupadłam psychicznie. Nie wiedziałam, czego spodziewać się w najbliższej przyszłości, czułam się zagubiona.

W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać: jak mogę się w tym odnaleźć? Wtedy przyszła mi myśl o malowaniu – pani Emilia wyjaśnia powód powrotu do hobby, które przed laty ją – dziewczynę z notesem do rysunków, który nosiła zawsze przy sobie – zaprowadziło do koszalińskiego Liceum Plastycznego. Po latach przerwy z nowym zapałem chwyciła za pędzle. Zdecydowała się jednak nie na ulubione malarstwo olejne, które – chociażby ze względu na zapach rozpuszczalników – trudno realizować w mieszkaniu, lecz za mniej kłopotliwe w użyciu akwarele i akryle. – To dało mi odskocznię. Kiedy malowałam, zapominałam o Bożym świecie do tego stopnia, że córka musiała mi przypominać, że już czas na przygotowanie obiadu – uśmiecha się pani Emilia. – Tak długo czekałam w życiu na to malowanie, że zgromadził się we mnie ogromny potencjał, musiałam dać mu upust. Początkowo malowałam codziennie. To była głęboka, mocno skumulowana potrzeba tworzenia.

Maluj z Emilią

Obecnie na biurku, a właściwie udającej biurko szafce, ot, w rogu pokoju w miejskiej kamienicy, powstają niezwykłe prace. I cieszą nie tylko oko autorki, ale też wszystkich, którzy chcą podpatrzyć jej warsztat, pani Emilia publikuje bowiem filmowe relacje z procesu tworzenia swoich obrazów – kwiatów, wizerunków zwierząt, pejzaży. Marzą jej się portrety i obrazy religijne, ale przyznaje: to wymaga większej wprawy. – Pomyślałam, że może ktoś chciałby zacząć swoją przygodę z malarstwem, ale nie za bardzo wie, jak się do tego zabrać. Dlatego pokazuję na filmach wszystkie etapy pracy, włącznie z tym, jak przygotowuję warsztat, jakich używam farb, pędzelków, papieru – wyjaśnia malarka. Na filmikach instruktażowych, które udostępnia na kanale YouTube i fanpage’u pod swoim nazwiskiem, udowadnia, że malarstwo akwarelowe i akrylowe można uprawiać wszędzie. Widz dowiaduje się nie tylko, na jakim papierze malować, ale też jak go unieruchomić, jak wykonać szkic, jak nakładać kolejne warstwy transparentnego pigmentu. – Wystarczy kawałek blatu i można działać, meble zawsze da się w razie czego domyć, bo te farby są rozpuszczalne w wodzie. Nie trzeba zresztą od razu naśladować. Już samo oglądanie filmu relaksuje i inspiruje.

Presto, presto

Niektóre poranki w tygodniu Emilia Raczyńska rozpoczyna od kilkukilometrowej przebieżki miejskimi ścieżkami. Szczególnie lubi biegać w lesie. – Kiedy zatrzymuję się na odpoczynek wśród drzew na moment oddechu, to mam wtedy chwilę na westchnienie: dziękuję Ci, Panie Boże, za to wszystko, co mnie otacza. Zachwytem nad naturą dzieli się z uczniami w ramach Szkolnego Koła Turystyczno-Krajoznawczego „Presto”. – „Presto” znaczy „szybko”. Bo szybko chodzimy – uśmiecha się nauczycielka i opowiada o rajdach, na które wraz z mężem Kazimierzem kilka razy w roku wyciąga dzieci i ich rodziców. 10–15-kilometrowe wycieczki po okolicy to według Raczyńskich sposób, żeby zainteresować młode pokolenie historią oraz postaciami związanymi z miastem – św. Janem Pawłem II czy koszalińskim rzeźbiarzem Zygmuntem Wujkiem, którego udało im się odwiedzić rok przed jego śmiercią. – To też okazja, żeby wejść z młodzieżą do kościołów i w tych wnętrzach rozmawiać o religii – dodaje katechetka. Rajdy dają także szansę na nawiązanie lepszych relacji. – Gdy wędrujemy przez lasy, pola, łąki, mamy mnóstwo czasu na rozmowę, na głębsze, przyjacielskie poznanie się. Płaszczyzna szkolna nie zawsze na to pozwala – zauważa pani Emilia. – Przy okazji objawiają się talenty tych uczniów, którzy w klasie sprawiają najwięcej kłopotów. Na rajdzie to oni znajdują wyjście z trudnej sytuacji, tryskają pomysłami. To przecież błyskotliwe osoby, które w tych warunkach znajdują przestrzeń do wykazania się. Jak zauważa, dzieci i młodzież – zwłaszcza tak obciążone nauką jak uczniowie szkoły muzycznej – potrzebują oderwania od obowiązków. Co więcej, szybko odnajdują w sobie zdolność zachwytu nad pięknem stworzenia. – Chociaż na co dzień pochłaniają ich technika, sprzęt elektroniczny, a także wysokie wymagania szkolne, to, jak sami mówią, rajd daje im oddech – cieszy się nauczycielka.

Bezcenny dar

Przygodę z krwiodawstwem zaczęła jako dwudziestolatka. Po latach, gdy m.in. dzięki uprawianiu sportu mogła wrócić do regularnego oddawania krwi, zapaliła do tego swoich uczniów. – Promuję je wśród licealistów. Każdego roku udaje mi się namówić na pierwszą wizytę w stacji krwiodawstwa co najmniej trzy osoby. Fakt, że można pomóc innym ludziom przez dar krwi, jest nie do przecenienia. To bardzo porusza młodzież, zapalają się nawet ci, którzy nie mają warunków zdrowotnych. Widzę, jak pracują nad tym, by wzmocnić swój organizm właśnie w tym celu. To bardzo budujące – mówi. O tym, że młodzi mają potrzebę pomagania innym, katechetka z „muzyka” wie doskonale. Choć formalnie w szkole nie ma koła Caritas, to chętnych do cyklicznych akcji charytatywnych – listopadowej akcji „Zapałka nie ogrzeje”, „Pieluchy dla malucha” na rzecz Domu Samotnej Matki czy przedświątecznych zbiórek żywności „Tak, pomagam” – jest zawsze więcej, niż potrzeba. Co więcej – uczy swoich podopiecznych, że prócz aktywności na rzecz potrzebujących ważne jest także wsparcie modlitewne. Piękno Różańca – który sama odmawia nawet, gdy biega – udało jej się zaszczepić w wielu uczniach. W Zespole Szkół Muzycznych założyła dwie róże uczniowskie powstaje też trzecia. Wśród intencji, które co miesiąc podpowiada młodym czcicielom Matki Bożej Różańcowej, są zarówno te dotyczące spraw im bliskich, np. szkolnych egzaminów, jak i innych problemów, które w ten sposób młodzi mogą dostrzec i uznać za ważne: synodu diecezjalnego, troski papieża o dzieci werbowane na żołnierzy, spraw kraju i oczywiście dramatu pandemii. W 2014 roku założyła stronę internetową pod nazwą religiasite.wordpress.com. To platforma, na której umieszcza m.in. materiały związane z katechezą, intencje Żywego Różańca, teksty modlitw, konkursy, relacje z rajdów, galerię swoich obrazów. – Pomyślałam, że tymi materiałami, które przez lata zgromadziłam, mogę podzielić się z innymi, z uczniami, nauczycielami katechezy – tłumaczy. – Ale muszę przyznać: porwałam się z motyką na słońce. Gdyby nie pomoc techniczna mojego męża, nie poradziłabym sobie. Wtedy jeszcze nie mogła się spodziewać, jaką pomocą okaże się to w czasie pandemii i lekcji prowadzonych zdalnie. – Po prostu chciałam, żeby to się komuś przydało. Chcę się dzielić.

Połam kierat

Czy mam talent? To pytanie zadaje sobie wiele osób zafascynowanych jakąś dziedziną. Niektórzy nie ufają swoim zdolnościom, inni testują je z entuzjazmem. Nie wszyscy jednak je wytrwale rozwijają. Co gasi iskrę twórczą? – Przeszkodą jest codzienne zabieganie, rutyna, kierat. Bardzo trudno się od tego uwolnić – mówi pani Emilia. Nawał obowiązków blokował i ją. – Wtedy nawet nie wpadnie myśl, by coś namalować. A trzeba wyrwać się, wejść w przestrzeń, której potrzebuje artysta: spojrzeć na świat z dystansu, z innej perspektywy, głębiej się zastanowić. Tworzenie wymaga decyzji; przygotowania warunków pracy i wejścia w ciszę. – A także zrozumienia ze strony domowników. Praca twórcza to bycie sam na sam z dziełem. Mój mąż wie, że w pewnych momentach nie powinien do mnie nic mówić; akceptuje to, ponieważ rozumie moją potrzebę wyciszenia. Takie wyłączenie z domowego życia później procentuje, rodzina widzi, że wracam do niej z entuzjazmem, z szerszą perspektywą. Do wchodzenia w przestrzeń ciszy – szczególnie w sprzyjającym twórczym zapędom czasie wakacji – pani Emilia namawia wszystkich. – Każdy taki moment w ciągu dnia zanurzony w ciszy, bez względu na to, czy jest to praca artystyczna, bieganie czy wycieczka na łono natury, jest zbliżaniem się do Boga. Jeśli dobrze odczytujemy to, co nas spotyka, to możemy kierować to ku Stwórcy – wyznaje koszalinianka. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama