Nowy numer 2/2021 Archiwum

Był błogosławieństwem dla wspólnoty

Proboszczował w Skrzatuszu i Pile. Potem przez długie lata zmagał się z chorobą i cierpieniem. Pochodzącego z miasta nad Gwdą salezjanina pożegnano w kościele Świętej Rodziny.

Choroba

Kiedy zaczęło szwankować księżowskie serce, został skierowany do parafii św. Jana Bosko w Szczecinie. Prowadził tu niezwykle liczną, momentami nawet 500-osobową, wspólnotę charyzmatyczną „Bóg jest miłością”. Z kart jej kroniki można wyczytać o kapłanie pełnym Ducha, nauczającym z mocą, prowadzącym do Boga, będącym blisko ludzi. W styczniu 1999 roku, wracając z odwiedzin u ciężko chorej mamy, sam doznał poważnego zawału. Miał zaledwie 47 lat. Powikłania wywołały udar, w wyniku którego duszpasterz został w połowie sparaliżowany. – Zawsze energiczny, uśmiechnięty, pełen humoru, nawet czasem dosadnego. Zawsze mówił wprost, nie owijał w bawełnę. Zauważałem w nim cały czas entuzjazm i pragnienie głoszenia słowa Bożego. Wiele razy komentował nasze kazania: „ale dałeś czadu”, „aleś powiedział”. Gdy czuł się w dyspozycji, czytał Ewangelię. Nie da się tego opowiedzieć, jak czytał o uzdrowieniach dokonywanych przez Chrystusa, jak drżącą ręką podnosił kielich – dzielił się osobistym świadectwem ks. Leszek.

Dziękuję

Dzięki pamięci, życzliwości i pełnej miłości pomocy osób świeckich, z których niektórzy poświęcili lata, opiekując się duszpasterzem, ks. Lech mógł do ostatnich dni pełnić posługę kapłańską. Wszystkim im dziękował ks. inspektor Tadeusz Itrych, który przewodniczył uroczystości pogrzebowej. Dziękował także Bogu za swojego współbrata. – Eucharystia jest powiedzeniem „dziękuję” za każdą chwilę życia i posługi ks. Lecha. Ale także za to, co przeżywał w ostatnich latach. Jak mówią nasze Konstytucje Salezjańskie: stał się błogosławieństwem dla wspólnoty, w której przebywał, wzmacniał ducha rodzinnego i braterskiego. Dziękujemy za niezliczoną ilość sprawowanych sakramentów, powiedzianych słów otuchy i nadziei. Dziękujemy rodzinie, bo wiadomo, że „czym skorupka za młodu…”. Pękła ona życzliwością i dobrem w życiu salezjańskim i kapłańskim – żegnał współbrata inspektor pilskiej prowincji salezjanów.

Ksiądz Lech Kasperowicz zmarł 11 października 2020 roku w szczecińskim szpitalu przy ul. Arkońskiej. Przeżył 67 lat, w tym 45 lat życia zakonnego i 38 lat kapłaństwa. Spoczął na pilskim cmentarzu w kwaterze salezjanów.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama