Nowy numer 25/2021 Archiwum

Przyjaciel w niebie

Zawsze był blisko młodych. Prowokował ich do stawiania ważnych pytań i szukania odpowiedzi. Często ciętym językiem, bywało, że ciężkim dowcipem i – zawsze – miłością. Odszedł za wcześnie. Przegrał walkę z COVID-19.

Na obrazku są m.in. ulubiony napój, miejscowy przysmak, oazowa foska, skrzatuskie sanktuarium i jego Pismo Święte w futrzanej okładce. Również logo zaprojektowane dla oazy: „Bóg włącza życie”. No i hot-dogi. – To atrybuty brata Sebastiana. Na drugiej stronie są jego teksty – oazowiczka Małgosia Podgórska objaśnia pamiątkowy obrazek, jaki przygotowali na ziemskie pożegnanie swojego duszpasterza. – Każda rozmowa telefoniczna zaczynała się od: „Ślicznie dziś wyglądasz”. Pytał często: „Jaki jest twój Pan Bóg?”. Zadawał nam ważne pytania. Wiedział, gdzie szpilę wsadzić, ale robił to z miłością. Jak wszystko – dodaje.

Brat Sebastian Majcher odszedł za wcześnie. Przez ostatnie tygodnie zmagał się z powikłaniami po zakażeniu wirusem SARS-CoV-2. Choć uśmiech nie przychodzi łatwo, śmiejąc się, wspominają cięty język i ciężki dowcip kapucyna. – Nasza znajomość zaczęła się właśnie od ciętej riposty. Gdyby nie to, pewnie nawet nie zwróciłabym na niego uwagi, a tak okazało się, że oboje potrafimy przygadać. To spotkanie zaowocowało duchowo. To brat Sebastian sprawił, że Pan Bóg pojawił się w moim życiu – przyznaje Magda Sobieszak. – Nie był słodki, ale tym nas kupował. Pewnie dlatego, że nigdy nie był obojętny. Obok nikogo nie przeszedł bez zaczepki. Czasem było to coś uszczypliwego, ale dla każdego było to bardzo ważne – dodaje.

Blisko młodych

Urodził się 2 listopada 1977 roku w Stalowej Woli. Już jako młody chłopak był zaangażowany w życie stalowowolskiego klasztoru, gdzie służył jako ministrant i redagował gazetkę parafialną. Jeszcze przed święceniami prezbiteratu, które przyjął 24 stycznia 2004 roku, dał się poznać jako niezwykle otwarty i pogodny brat, angażując się w duszpasterstwo młodzieży i przygotowując kandydatów do bierzmowania. „Ten rys brata mniejszego, będącego blisko młodych ludzi, towarzyszył mu przez całe życie kapłańskie. Począwszy od posługi katechety, którą podejmował z wielką pasją i oddaniem, a skończywszy na opiece duchowej nad oazą – jako prowincjalny moderator Ruchu Światło–Życie. Wszędzie, gdzie się pojawiał, zostawiał wrażenie troskliwego, serdecznego i prostego zakonnika-kapłana” – napisali współbracia z prowincji krakowskiej. Bracia zapamiętali go jako dobrego i oddanego wikarego wspólnot m.in. w Pile i Bytomiu. Przez rok posługiwał także w Krakowie-Olszanicy jako sekretarz misyjny i prezes Fundacji „Kapucyni i Misje”. Ostatnie pięć lat posługiwał jako wikary klasztoru i parafii św. Antoniego w Wałczu. Był też duszpasterzem wałeckiej oazy młodzieżowej oraz Domowego Kościoła.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama