Nowy numer 5/2023 Archiwum

Podarować światło, ciepło i nadzieję

Dobrowscy parafianie o Kościele na Wschodzie myślą nie tylko podczas jednego dnia w roku, ale dzisiaj wyjątkowo wybrzmiała ich solidarność z cierpiącymi braćmi, których wspomogą agregatem prądotwórczym.

Od blisko trzech tygodni Ukraina pogrążona jest w ciemności. Zniszczenie infrastruktury krytycznej pozbawiło mieszkańców światła, ogrzewania, dostępu do wody.

- Którejś nocy siedziałem w ciemności i zimnie, i zacząłem przeglądać w komórce listę kontaktów. Wysłałem SMS do ks. Rafała, że nie wiem nawet, czy ta wiadomość dotrze, ale potrzebuję pomocy. Odzew przyszedł niemal natychmiast - opowiada ks. Michał Jasiński, nie ukrywając wzruszenia wobec życzliwości, której doświadczył od przyjaciół z Dobrowa.

- Wysłałem wiadomości również do innych, do możnych i mogących mi pomóc w jednej chwili. Ale odpowiedzią było milczenie. Tym cenniejsze jest to, że pomoc przyszła z tej strony, z której po ludzku mógłbym jej najmniej oczekiwać: od mieszkańców niedużej, wiejskiej wspólnoty - dodaje duszpasterz z Ukrainy, ciesząc się z agregatu prądotwórczego, jaki dla niego sprawiono.

Dla niego i jego parafian takie urządzenie to prawdziwy skarb, który może uratować życie.

- Człowiek jest w stanie przyzwyczaić się do wszystkiego. Wojna w Ukrainie nie wybuchła w lutym tego roku, ale w 2014 r., gdy Rosja zaanektowała Krym. Na wschodzie więc ciągle toczyły się walki, ginęli ludzie. W lutym nastąpiła jedynie eskalacja działań wojennych. Ale prawdziwa wojna to właśnie teraz się zaczęła - mówi ks. Michał, opowiadając, jak jego parafianie muszą walczyć nie tylko z najeźdźcą, ale i z zimą.

W Ukrainie od trzech tygodni połowa infrastruktury krytycznej nie istnieje. Jej odtworzenie może zająć nawet 10 lat.

 

Podarować światło, ciepło i nadzieję   Razem z ks. Michałem parafianie z Dobrowa modlili się o pokój dla Ukrainy. Karolina Pawłowska /Foto Gość

- To stepy, jest płasko po horyzont. Latem po ten horyzont jest żółto od słoneczników czy pszenicy. Ale zimą to nie znajdzie się tam nic, czym można by było napalić w piecu, dlatego tak potrzebna jest tam elektryczność - tłumaczy odeskie realia ks. Michał. Prąd potrzebny jest nie tylko do ogrzania mieszkań, ale i do pozyskania wody z kopanych bardzo głęboko studni. - Jeśli prądu nie ma, nie ma właściwie niczego: światła, ogrzewania, wody, ale i kontaktu ze światem. Nie ma telewizji, internetu, a komórki mogą służyć jako latarki, przynajmniej do czasu, aż im baterii wystarczy. Wcześniej irytowały nas wyjące nad miastem przez cały dzień syreny, które ostrzegały przed nalotami. teraz i one zamilkły. Zaległa wielka cisza i wielka ciemność - dodaje duszpasterz.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy