Znam kilka osób, które od lat gorliwie uczestniczą w liturgii sprawowanej przez księży należących do Bractwa. Bardzo chciałbym, żeby wrócili do swoich parafii.
Nie może być niczym złym modlitwa o przemianę serca swoich braci i sióstr. A bez tej przemiany ciemno widzę przyszłość stosunków polsko- -ukraińskich.
26 czerwca 2001 r., podczas liturgii na hipodromie we Lwowie, z udziałem papieża Jana Pawła II, kard. Lubomyr Huzar oficjalnie poprosił o przebaczenie krzywd, jakie naród ukraiński wyrządził Polakom w historii.
Niewykluczone, że na sądzie Bożym, a każdy przed nim stanie, również socjalistyczny deputowany do hiszpańskich Kortezów, będzie mógł powiedzieć, że przecież klaskał Leonowi XIV, gdy ten występował w obronie najsłabszych.
Nie ten jest burzycielem jedności, kto protestuje na ulicy, ale ten, kto cicho siedzi w domu, kto z wygody, lenistwa lub oportunizmu przyzwala na łamanie podstawowych praw moralnych.
Żaden naród nie ma prawa do takiej interpretacji swojej historii, która pomijałaby odniesienie do prawdy i zasad moralnych.
Jeżeli Kościół w Afryce jest dzisiaj ostoją katolickiej moralności, to dzieje się tak być może ze względu na męczeństwo paziów Jego Królewskiej Mości Mwangi II.
Nie ma chyba dzisiaj bardziej kontrkulturowego obrzędu, jak przyrzeczenie biskupowi czci i posłuszeństwa.
Z czym pójdziemy do świata, do takich ludzi jak Ayaan Hirsi Ali? Co ich zachwyci w chrześcijaństwie? Czy blask prawdy, którego już w nim nie będzie?
W jakiś cudowny sposób chłopcy trafiają do zakrystii, gdzie uczą się służby Bożej i tworzą w ten sposób zupełnie kontrkulturowy świat. Kontrkulturowy, bo w tym kościelnym świecie uczą się klękania.
Funkcja zapisywania artykułów jest dostępna tylko dla zalogowanych użytkowników.
Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript.Zmień ustawienia lub wypróbuj inną przeglądarkę.