• facebook
  • rss
  • Matka, która przytula

    Karolina Pawłowska

    dodane 04.09.2013 10:03

    Ilona Czeszejko, wiceprezes Stowarzyszenia „Dom Miłosierdzia” i ewangelizatorka, od Skrzatuskiej Pani uczy się kobiecości: siły Niewiasty miażdżącej głowę węża i czułości Matki.

    Nigdy nie skupiałam się specjalnie na Matce Bożej Bolesnej, na tym konkretnie wizerunku. Raczej tak ogólnie: Dzieci Matki Bożej trosk nie mają. Matka Jezusa. Moja Matka.

    Ale teraz przypomniało mi się, że kiedy w ubiegłym roku modliliśmy się tutaj razem z oo. Erique i Antonello, powiedzieli nam wtedy, że tu musi być Matka Boża Skrzatuska. Pomyślałam sobie, ale dlaczego akurat Ona? Z konającym Jezusem w ramionach? Taka zbolała i cierpiąca?

    Dzisiaj, kiedy ten dom już działa, już są tu ludzie, którym mamy służyć, lepiej to rozumiem.

    Dwa tygodnie temu zjawił się chłopak w strasznym stanie. Nałogowy narkoman, alkoholik. Pytam go jak mogę mu pomóc, czy wezwać pogotowie, czy załatwiać odwyk? A on mówi: przyszedłem po nadzieję. I zrozumiałam.

    Ci, którzy tutaj przychodzą, niosą z sobą ogromny ból życia, zranienia i poczucie beznadziejności. I to właśnie Ona, Matka Boża Bolesna ich rozumie, Ona ich podnosi.

    Już wiem, że Ona chce być w tym Domu. Dlatego wkrótce obok baneru Jezusa Miłosiernego, który wisi na fasadzie budynku, znajdzie się też Matka Boża Bolesna.

    Bo jest tutaj ogromnie potrzebna. Matka Boża od przytulania. Bo ci ludzie bardzo tego potrzebują, ich nikt nigdy tak po prostu nie przytulił. Pragną takiej miłości z jaką Maryja tuli ciało swojego Syna. Oni też, kiedy przychodzą do nas, są już jak nieżywi.

    Mnie też Matka Boża Bolesna przytula. Chowam się pod Jej płaszczem.

    Mieszkanie w Domu Miłosierdzia nie jest łatwe. Tu nie da się zamknąć drzwi i powiedzieć: koniec pracy na dzisiaj. Nie łatwe jest też panowanie nad całym chaosem, bo mieszkamy wspólnotowo i czasem trzeba mocno podkreślić panujące tu zwyczaje i zasady. Poustawiać do pionu.

    Kiedy już ręce opadają, idę do kaplicy i „robię wykład” Panu Jezusowi, że ja już nie mogę, że stawia mi za wysokie wymagania (śmiech). Proszę o siły.

    A Matkę Bożą proszę, żeby kształtowała moja kobiecość. Często wpadamy w taki schemat myślenia o Maryi jako o uległym dziewczątku, pokornej i cichej Matce. A przecież to Ona miażdży głowę Szatana! Syna też łatwego nie miała (śmiech). Musiała być silna i wtedy, i jest taka i teraz, kiedy wstawia się za nami. Dlatego proszę ją o wytrwałość i siłę kobiety walczącej, a zarazem o to, by nigdy nie utracić kobiecej wrażliwości i cierpliwości, nie zamykać oczu na człowieka. 

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Nie przegap

    Brak dostępnych wydarzeń.

    Pobieranie...
    przewiń w dół