Nowy numer 2/2021 Archiwum

Święci pierwszej pomocy. Egzaminy, budowa i święci franciszkanie

Latający patron studentów pomagał zdawać egzaminy i... zdobyć serce przyszłej żony. Czcigodnego Sługę Bożego zaś Andrzej Konieczko zatrudnił na budowie.

Świętych obcowanie to nie tylko pobożna formułka z pacierza, ale rzeczywistość serc otwartych na Boże działanie. Poprosiliśmy kilka osób, żeby opowiedziały nam o tym, jak niebiescy przyjaciele towarzyszą, wspierają i modlą się razem z nami. 

Andrzej Konieczko z Koszalina: 

W życiu zdałem sporo egzaminów, podczas studiów zebrałoby się tego ze sto. Przynajmniej połowa z nich to zasługa św. Józefa z Kupertynu. Jechałem na jego patencie: miałem przygotowane jedno jedyne zagadnienie i z jego pomocą zawsze trafiałem. To prawda, że nie mogę uchodzić za eksperta w dziedzinach, w których mam dyplomy, dlatego też nie pracuję w zawodzie (śmiech).

Nasza przyjaźń nie skończyła się wraz ze studiami. Zaciągam u niego dług permanentnie i w każdej dziedzinie. Egzaminów zdawać już nie zamierzam, więc proszę go o pomoc w sytuacjach, kiedy nie bardzo wiem, co powiedzieć. Zwłaszcza w sytuacjach newralgicznych, kiedy od tego, co powiem, będzie zależało dużo. Podpowiadał mi w wielu sytuacjach: z rozmowie o pracę, w sprawach biznesowych. Podsuwał choćby to jedno konkretne zdanie, które zapadało potem mojemu rozmówcy w pamięć. Nie mam wątpliwości, że miał swój udział w tym, że zdobyłem serce mojej żony. Bardzo prosiłem go o pomoc w tej sprawie.

Mój drugi niebiański przyjaciel to Czcigodny Sługa Boży Wenanty Katarzyniec. Franciszkanin nazywany polskich Szarbelem miał na ziemi bardzo pragmatyczne podejście do życia, więc i teraz słynie z tego, że pomaga w sprawach doczesnych. Znany jest też z tego, że zajmuje się sprawą natychmiast.

W tej chwili jestem na placu budowy naszego domu. Gdybym miał powiedzieć, kto tu jest prawdziwym kierownikiem budowy, to bez wahania wskazałbym na Wenantego. Po ludzku całe to przedsięwzięcie byłoby niemożliwe: w czasie pandemii, kryzysu, niepewnej sytuacji na rynku pracy, bez zabezpieczonych środków nawet na stan surowy. Nie mam wątpliwości, że tylko intensywne wołanie do Wenantego mogło tu coś zdziałać. Tak, jak jestem pewien, że ten franciszkanin walczy o to, bym mógł zbudować swój dom i w niebie.

Wysłuchała Karolina Pawłowska 

Przeczytaj także: 

Podpowiada mi, co robić w życiu

Towarzyszą mi święci salezjanie

Św. Urszula czuwająca i św. Jacek na zakrętach

To, co głupie w oczach świata

Wystarczyło poprosić

Patrzeć jasnym wzrokiem miłości

Zaprosiłam Ritę do swojego kościoła

Wymagająca przyjaciółka Edyta Stein

Nie pozwala mi się zgubić

Oni mnie inspirują!

 

 

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama